Kategoria artykułów:

Być i działać

Czasem wystarczy mały warsztat, by czynić cuda. Cudownie odmienić życie swoje i bliskich.

Bo nie jest światło, by pod korcem stało,
Ani sól ziemi do przypraw kuchennych,
Bo piękno na to jest, by zachwycało
Do pracy – praca, by się zmartwychwstało.
C. K. Norwid, Promethidion

Są ludzie, których praca uszczęśliwia. Ożywia ich – jak wiatr dmący w żagle pozornie martwego szkunera. Cel i wyzwanie, jakie dostrzegają przed sobą, sprawiają, że ciało, umysł i duch koncentrują się i splatają w roboczym skupieniu jak słoneczne promienie w szkiełku powiększającym. Przygoda mierzenia się z materią, ucieleśniania własnych wyobrażeń, nabywania wiedzy teoretycznej, którą od razu można zastosować w praktyce, wreszcie – poszukiwanie własnych rozwiązań metodą prób i błędów… Jakże ubogie i smętne wydaje się dzisiejsze rozumienie słynnej konkluzji Kanta. Mówiąc: Cogito, ergo sum , określił minimum. Tymczasem my, w erze technologii, postrzegamy je jako szczyt swoich możliwości. Większość z nas obsługuje narzędzia i sprzęty, których działania nie rozumie, nie wspominając o ich budowie. Chłopcy nie majstrują przy rowerach, motorach i samochodach, nie naprawiamy sami w domu pralek, zmywarek ani mikserów. Obsługujemy programy graficzne, ale nie umiemy rysować. Komponujemy muzykę, nie umiejąc grać na żadnym instrumencie. Jemy to, czego nie zasialiśmy, ubieramy się w to, czego nie uszyliśmy. Szkoda nam czasu na błędy i brakuje nam cierpliwości, by czekać, aż ziarno obrodzi – zarówno to złożone w ziemi, jak i ziarno wiedzy czy pasji, które mogłoby zakiełkować w nas.

Z organiczną pracą, która jest sposobem bycia, wiążę przede wszystkim wspomnienie mojego ojca – człowieka, który potrafi zrobić wszystko. Od deski do chleba w kształcie gruszki z listkiem, przez regał na książki, domek dla lalek ze światełkiem, po motorynkę z silnikiem Ogara, kurnik, ogrodzenie, domek letniskowy i solarny prysznic w ogródku. Na wszystkim się znał, ale nigdy się nie wymądrzał, bo jego wiedza była praktyczna, nie książkowa. Zawdzięczam mu przekonanie, że każdy może osiągnąć to, na czym mu zależy, własnymi siłami i własnym sposobem. Był trochę jak Pan Bóg, który wprowadza Adama do raju: bierz i używaj, to wszystko stworzone dla ciebie! Żadnych skomplikowanych instrukcji, żadnej nadmiernej kontroli, jedynie szczere zainteresowanie, jakim sposobem dojdę do celu. Tak właśnie nauczyłam się (jeszcze w podstawówce!) jeździć na motorze, a chwilę później – autem. Wcześnie też zaprzyjaźniłam się ze skrzynką narzędziową ojca, naprawiając odpływy, spłuczki i konstruując pierwsze narzędzia do dziewczyńskiego rękodzieła… Pławiliśmy się jako dzieci w tej atmosferze oczywistości działania – człowiek tak ma, że jest w stanie zrobić to, czego zapragnie. Różnie między nami bywało, ale skrzynka narzędziowa taty przekonała mnie, że ze wszystkim w życiu sobie poradzę.

Ślady tej swoistej arkadii, podobne doświadczenie dojrzewania i kształtowania siebie poprzez działanie odnajduję w wielu filmach familijnych, najcenniejsze wydają mi się jednak dwa z nich.

Siła determinacji Mary zdoła wytrącić nawet jej ojca z egzystencjalnej bezwładności. Podobną mocą wykazuje się również jej mama, decydując, by ruszyć samotnie ku lepszej przyszłości i zmotywować tym bliskich.

Chcesz przeczytać do końca?

Ten i setki innych artykułów są dostępne w subskrypcji.
Zdobądź dostęp do wszystkich treści, stań się częścią społeczności.
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze

KREDA SKLEP