Kategoria artykułów:

Głodówka nic nie kosztuje

Rozmowa z braćmi Łukaszem i Mateuszem Rodzeniami, lekarzami specjalizującymi się w leczeniu chorób metabolicznych, znanymi pod marką Lekarze dla Przedszkolaków. Ich misją jest zwalczanie plagi chorób metabolicznych poprzez edukację społeczeństwa. Muszą mówić o zdrowym NIEjedzeniu, bo inaczej by oszaleli albo poszli pracować na budowie.

Łukasz i Mateusz prowadzą stronę lekarzedlaprzedszkolakow.pl, na której dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem.

Dlaczego Lekarze dla Przedszkolaków promują zdrowe niejedzenie? I co to właściwie znaczy?

Łukasz : Lekarze dla Przedszkolaków to nazwa historyczna, która ma niewiele wspólnego z tym, co teraz robimy, ale zostawiliśmy ją przez sentyment.

Mateusz : Zdrowe niejedzenie to też jest nazwa, hashtag #zdroweNIEjedzenie. Chcemy dzięki niej tłumaczyć w prosty sposób skomplikowane pojęcia z dziedziny zdrowia metabolicznego, czyli insulinooporności lub cukrzycy typu drugiego. Ludziom jest łatwiej, jak mówią „zdrowe niejedzenie” niż post przerywany, głodówka, keto (dieta ketogeniczna ). Lepiej zapamiętać jedno hasło niż trzy.

Łukasz : Post przerywany to naukowo udowodnione, nowoczesne podejście, a tak naprawdę starodawne, bo w latach siedemdziesiątych dziecko szybciej dostało lanie niż przekąskę między posiłkami. Post przerywany to tak zwane 16/8, czyli jedzenie w okienku żywieniowym: szesnaście godzin postu, osiem godzin jedzenia. Jednym słowem: jedzenie racjonalnie, zgodne z potrzebami.

Mateusz: My to nazywamy narzędziem. Zdrowe niejedzenie to styl życia, który ma za zadanie wyleczyć choroby metaboliczne. Pod tym pojęciem kryją się właśnie te trzy rzeczy: post przerywany – czyli osiem godzin jedzenia i szesnaście godzin niejedzenia, keto – czyli ograniczanie węglowodanów, no i głodówka – czyli poszczenie od 24 godzin wzwyż. To narzędzie służy do wyleczenia chorób metabolicznych (które są plagą na świecie), czyli głównie insulinooporności, cukrzycy typu drugiego, otyłości, ale i wielu innych, bo na przykład choroby nowotworowe też są chorobami metabolicznymi, a zawał serca i udar to powikłania chorób metabolicznych. Już sześciomiesięczne dzieci bywają chore metabolicznie.

Pamiętam, jak powiedzieliście w jednym z filmów, że już dzieci mają stłuszczoną wątrobę.

Łukasz : Tak, w naszej praktyce to jest standard. To, że dziecko jest otyłe jak na swój wiek – to oczywiste, bo to widać. Ale – czego już nie widać – za otyłością kryje się insulinooporność i stłuszczenie wątroby. Dlaczego dziecko miałoby nie mieć stłuszczonej wątroby, skoro z jakiegoś powodu jest zalewane przetworzoną żywnością i znajdującą się w niej fruktozą?

Mateusz : Zobacz, jaka jest kultura. Już kiedy rozszerzasz dietę pięciomiesięcznego dziecka, to na zakupach „atakują cię” soczki dla dzieci. Soczki eko – oczywiście bez dodatku cukru! Ale trzeba powiedzieć, że w tych soczkach jest fruktoza bez owocu, która przekłada się na stłuszczanie wątroby i choroby metaboliczne dziecka sześcio- czy siedmiomiesięcznego, a już na pewno kilkuletniego, o ile nie wycofasz tych „zdrowych” soczków z diety dziecka.

Co to znaczy: fruktoza bez owocu?

Mateusz : Fruktoza to cukier owocowy. I to tak ładnie brzmi. Wszyscy wiedzą, że fruktoza to cukier owocowy...

Łukasz : ...dobry!

Mateusz : Tak, dobry, zdrowy – tak się uważało do tej pory. Jednak naukowcy nie próżnują. Przez ostatnie lata fruktoza została naprawdę świetnie przebadana i udowodniono ponad wszelką wątpliwość, że fruktoza jest toksyną, zwłaszcza gdy występuje bez owocu. Bo owoc to fruktoza obudowana w błonnik. Różnica między jabłkiem a samą fruktozą (czyli sokiem) jest taka, że kiedy pogryziesz i połkniesz jabłko, to błonnik wyściela jelito, dzięki czemu fruktoza nie wchłania się w dużej ilości do organizmu, a idzie dalej. Z fruktozą w niedużej ilości organizm – głównie bakterie w jelitach – sobie radzi. Ale gdy wypijesz soczek bez błonnika, który uszczelnia błony jelita, fruktoza w większości wchłania się do organizmu. I zaczynają działać niesamowite mechanizmy.

Po pierwsze, aktywność fizyczna na dole piramidy jako podstawa. To obłuda. To nie ma nic wspólnego z twardymi danymi mówiącymi, że nie da się wybiegać zdrowia.

Łukasz : Właśnie. Fruktoza dotarła w dużych ilościach do wątroby, co w normalnych warunkach by się nie stało. Bo gdybyśmy żyli w latach trzydziestych, nie mielibyśmy soków owocowych, chyba że sami byśmy sobie je wycisnęli. Więc masz tę fruktozę w wątrobie i radź sobie teraz z nią, chociaż nie masz dla niej żadnych receptorów! Na masz żadnych receptorów fruktozy, co oznacza, że organizm jej naturalnie nie chce. Bo gdyby jej potrzebował, to wytworzyłby na komórkach receptory i po prostu ją wchłaniał, tak jak glukozę. Wątroba jest więc obciążona i wygląda dosłownie jak u alkoholików. Dlatego stłuszczenie wątroby od fruktozy nazywa się stłuszczeniem wątroby niealkoholowym. A czym jest alkohol? Sfermentowaną fruktozą. I teraz ta fruktoza wchodzi do wątroby dziecka, powoduje jej stłuszczenie, co z kolei powoduje insulinooporność, która prowadzi do wysokiego poziomu glukozy, do stanu zapalnego i cukrzycy. Zobacz, w jakim świecie żyjemy. Za wszelką cenę chronimy nasze dzieci przed alkoholem. Piwa raczej dziecku nie dasz, bo po pierwsze wiesz, że to niezgodne z prawem, a po drugie – że mu zaszkodzisz. A tymczasem wielu rodziców (w dobrej wierze!) daje dziecku coś szkodliwego.

Mateusz : Tu chodzi o świadomość, bo ludzie tego nie wiedzą. Takie informacje nie są popularne, my przecież te naturalne ekosoki dajemy dzieciom z miłości, z niewiedzy. Oczywiście chodzi tutaj też o ilość. Jeden soczek w tygodniu prawdopodobnie nie zaszkodzi, ale zdarza się, że całe rodziny przechodzą na diety sokowe i wyciskają te soki codziennie na własnych wolnoobrotowych sokowirówkach. Ja też tak robiłem, ale gdy tylko zdobyłem wiedzę na ten temat, przestałem przyzwyczajać dzieci do soków. Ostatnio czytałem świetne badanie naukowe o tym, w jaki sposób fruktoza nieodwracalnie uszkadza hipokamp, część mózgu odpowiedzialną za funkcje poznawcze i pamięć. Kiedy się już to wie, nie da się tego od-wiedzieć.

A co powiecie na najnowszą piramidę żywienia, która jest między innymi w podręcznikach szkolnych? Na samym dole ma aktywność fizyczną, potem owoce i warzywa, węglowodany, nabiał, dopiero na samym szczycie mięso, ryby, orzechy i tłuszcze.

Mateusz : Co prawda nigdy nie byłem w Egipcie, ale tam są chyba jedyne piramidy, jakie się powinno oglądać. Co do piramidy żywienia, to trzeba zdawać sobie sprawę, z jakiego powodu i przez kogo została stworzona. Na pewno nie została stworzona po to, żeby zrobić nam dobrze, tylko żeby coś sprzedać, bo zrobiona została przez przemysł spożywczy, a konkretnie ministerstwo rolnictwa w latach siedemdziesiątych.

Po pierwsze, aktywność fizyczna na dole piramidy jako podstawa. To obłuda. To nie ma nic wspólnego z twardymi danymi mówiącymi, że nie da się wybiegać zdrowia. Oczywiście, sport jest ważny, powinien być w tej piramidzie... śmierci, ale na dole powinno być to, co jest na szczycie. Czyli dopiero odwracając piramidę, dostajesz zdrowie i długie życie.

To jest nasza misja: przekonać ludzi, pokazując im badania naukowe (www.dietdoctor.com) i nasze doświadczenie, że żyjemy w świecie, któremu nie możesz ufać, i że nie powinniśmy ufać ludziom, którzy mają za zadanie coś sprzedać.

Ale podręcznik przecież nic nie sprzedaje.

Mateusz : Nie chodzi o to, że podręcznik ma coś sprzedać. Podręcznik ma opierać się na tak zwanych rekomendacjach dietetycznych i tyle. Koniec, kropka. Natomiast my możemy uświadamiać dziecko, że to, czego się uczy, no... umówmy się, nie powinno być biblią.

Łukasz : Wielu naszych kolegów blogerów i instagramerów, odpowiadając na pytania pacjentów, dlaczego nie jedzą mięsa, pokazuje zdjęcie piramidy żywieniowej i mówi: Zobacz, gdzie jest mięso w piramidzie żywieniowej. I to jest argument typu „z czym tu dyskutować”. Bo łatwiej pokazać mięso w piramidzie żywieniowej i mieć święty spokój. Bo jeszcze, nie daj Bóg, ktoś otworzy ci oczy! A jak jeszcze masz taki charakter jak my, że gdy poznasz prawdę, to nie jesteś w stanie żyć w zakłamaniu? My nie wytrzymalibyśmy tego psychicznie, gdybyśmy mieli udawać, że nie wiemy tego, co wiemy. Ja zawsze mówię, że już wolałbym zostać budowlańcem.

Mateusz : Wielu osobom trudno uwierzyć w to, co mówimy. Ale trzeba zdać sobie sprawę, że system, w którym żyjemy, wymaga czasu, żeby odkręcić pewne rzeczy. Zobacz, jak wyglądała sytuacja choćby z masłem czy jajkami. Przez siedemdziesiąt lat ludzie bali się jajek i masła, bo oficjalnie zostały zabronione jako źródło tłuszczu i cholesterolu, który zamyka tętnice. Kilkadziesiąt lat musiało minąć, żeby w 2015 roku Amerykańskie Towarzystwo Kardiologiczne przyznało się do błędu. Jasne, nie ma co obrażać się na świat, systemu nie zmienisz. Ale zdrowie możesz wziąć w swoje ręce, nie musisz czekać, aż minister albo Amerykańskie Towarzystwo Kardiologiczne powie: Tak, od dzisiaj możesz jeść masło, bo jest zdrowe. Nie! Ta wiedza już dawno była aktualna. Możesz jeść pięć jajek dziennie i nie musisz bać się cholesterolu.

A co sądzicie o tradycyjnym powiedzeniu: Śniadanie zjedz sam, obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi?

Łukasz : Po pierwsze, trzeba sobie zdać sprawę z tego, co to jest śniadanie. Śniadanie to breakfast . Czyli dosłownie: przerwanie postu. Twój organizm nie jest fizjologicznie przystosowany do tego, że wstajesz i musisz zjeść śniadanie, bo tego śniadania nigdy rano nie było. To śniadanie trzeba było rano zdobyć, nieraz ścigać wiele kilometrów. Poza tym nikt po wstaniu nie myślał o tym, żeby łapać kurczaka czy tygrysa, tylko najpierw rozpalał ognisko. To, że śniadanie jest najważniejszym posiłkiem dnia, to jedna z największych propagand, wymyślonych przez producentów płatków śniadaniowych i wszystkich, którzy śniadania produkują.

Mateusz : Zobacz, co się dzieje fizjologicznie, jeśli chodzi o porę śniadania. Głodem i sytością rządzą hormony. To nie twoja ochota jedzenia tylko twój hormon daje ci znać, że powinnaś zjeść coś wartościowego lub nie. O godzinie mniej więcej 7.30 - 8.00, fizjologicznie, w organizmie (oczywiście nieprzejedzonym węglowodanami) poziom greliny, czyli hormonu odpowiedzialnego za chęć jedzenia, jest na najniższym poziomie. Czyli musisz się zmuszać do jedzenia. Wiele osób mówi, że zmusza się do zjedzenia śniadania. Są przekonani, że jak nie zjedzą śniadania, to coś im się stanie. I kiedy dowiadują się, że nie są głodni, bo to ich hormony nie dają znać, żeby jeść w porze śniadania, czują ulgę. A kiedy jeszcze zastosują się do naszych konkretnych wskazówek: wypij dwie szklanki wody, uzupełnij magnez i witaminę D3, ewentualnie wypij kawę, to ich organizm wraca powoli do fizjologicznych prawidłowości, i nawet do 11.00 - 12.00, a czasem, tak jak my, do 14.00 - 15.00 nie chce im się jeść. To jest po prostu reset układu hormonalnego.

A co zrobić, jak ktoś po wstaniu z łóżka jest głodny?

Łukasz : Powody mogą być różne. Przy niskim poziomie witaminy D3, która reguluje ośrodki głodu i sytości, przy niskim poziomie magnezu, przy niskim poziomie sodu – będziesz głodna. Niektórzy potrzebują większych dawek niż standardowo, inni z kolei potrzebują zmniejszyć przy okazji ilość węglowodanów w jedzeniu, bo to zmniejsza poziom insuliny. Mam też pacjentów, którzy z jakiegoś powodu nie dosypiają, bo na przykład chrapią, a niewyspanie powoduje, że rano, po nieprzespanej nocy, mają wysoki poziom kortyzolu, który wyciska im insulinę i każe się rano objadać. To jest problem do analizy.

Co z dziećmi, które nie chcą jeść i mogą biegać na czczo do 14.00? Zostawić i czekać, aż zgłodnieją?

Łukasz : Im młodszy organizm, tym większa adaptacja do wchodzenia w stan ketozy, czyli do czerpania energii z tłuszczu. Noworodek na przykład rodzi się w ketozie, z ciałami ketonowymi na poziomie, jaki ty na przykład miałabyś dopiero po trzech dniach głodówki i aktywności fizycznej. Dzieci – o ile ich apetyt nie jest rozregulowany jedzeniem super-zdrowych-węglowodanowych batoników co dwie godziny i nie mają zaburzeń emocjonalnych – nadal są predestynowane bardziej do ketozy niż do czerpania energii z węglowodanów, dlatego nie ma podstaw, żeby walczyć z fizjologią. Ketony obniżają poziom głodu. Z punktu widzenia nauki kompletnie bym się nie przejmował taką sytuacją.

Mateusz : Jest tu kilka kwestii. Dzieci w dużej mierze są niejadkami. I w dużej mierze temat odżywiania dzieci to temat poukładania sobie w głowach przez ich rodziców. Bo to my, rodzice, do pewnego etapu decydujemy, co jest w lodówce, co jest w szafce. U dzieci wchodzi w rachubę żywienie dwudaniowe – dwa posiłki dziennie. Czyli coś, co jest nie do pojęcia przez wielu rodziców. My mamy wrażenie, że musimy karmić dzieci co chwilę, bo jak nie, to ich organizm źle się rozwija. Ale tu chodzi o jakość, nie o ilość. Jeżeli dziecko nie chce jeść, to możesz zastosować tak zwany dwudaniowy sposób żywienia. Ale te dwa dania to nie mogą być byle jakie, bezwartościowe, bez warzyw, bez orzechów, bo wtedy doprowadzisz u dziecka do niedoborów. Paradoksalnie, odżywiając dziecko milion razy dziennie, czyli siedem razy dziennie, tak jak wiele dzieci jest odżywianych, możesz doprowadzić do zdecydowanie większych niedoborów. W naszych gabinetach widzimy dzieci niedożywione z nadwagą, bo rodzice dbają o ilość posiłków, a nie dbają o jakość! A wystarczą dwa jakościowe posiłki, żeby dziecko było w 100% zdrowe metabolicznie i rozwijało się prawidłowo.

Łukasz: Wyobraźcie sobie, że nagle te okrągłe wafle ryżowe czy płatki kukurydziane urastają do rangi posiłku. Bo tak jest. To są czysto węglowodanowe posiłki, które mają w sobie dokładnie zero wartości odżywczych. I teraz zadajmy sobie pytanie, co musi się stać, żeby te wafle ryżowe zostały zmetabolizowane w organizmie? Muszą zostać uruchomione całe tłoki palenia węglowodanów: insulina, witaminy, białka, transportery, szlaki metaboliczne! Uruchomione po to, aby zmetabolizować ten śmieć (bo to jest śmieć!) i jednocześnie ciągnąć z zapasów magnezu, selenu, witamin z grupy B, potasu, wody... Przecież to się samo nie pali na poziomie jamy ustnej! Cały mechanizm musi ruszyć, żeby pozbyć się tego śmiecia, który niektórzy nazywają pokarmem. Istnieją bardzo mocne badania. które mówią, że osoby na niskowęglowodanowym stylu życia potrzebują bardzo mało makro- i mikroelementów.

Owsianka czy jajecznica – czy taki dylemat ma sens?

Mateusz : To zależy. Ponieważ my zajmujemy się osobami chorymi metabolicznie, to odpowiedź na to pytanie brzmi: bezwzględnie nie owsianka, tylko jajecznica. Z drugiej strony, dziecku zdrowemu metabolicznie owsianka nie zaszkodzi, pod warunkiem, że przez następne lata nikt nie będzie mu podsuwał chrupków. Generalnie organizm radzi sobie z węglowodanami, a owsianka to glukoza, czyli potrzebne źródło energii, głównie dla dzieci. Ale wolałbym przekonywać dzieci do żywienia niskowęglowodanowego, czyli robiłbym jajecznicę. Widząc dziecko otyłe, zdecydowanie zamieniam owsiankę na jajecznicę, bo jajecznica jest posiłkiem białkowo-tłuszczowym, który w minimalnym stopniu podnosi insulinę, a w chorobach metabolicznych chodzi o to, żeby ją obniżyć, a nie podwyższyć.

Jak stosować zdrowe niejedzenie u dzieci?

Mateusz : Przede wszystkim eliminujesz fruktozę, czyli słodycze, słodkie napoje, bo to jest wróg numer jeden. To ona jest odpowiedzialna za plagę otyłości. I jeżeli to ci się uda, to kolejne punkty – posty i keto – są mniej istotne. Już nie musisz u dziecka eliminować chleba, owsianki i tak dalej, ale układasz sobie w głowie zasadę, że lepiej, by twoje dziecko biegało głodne, niż jadło byle co. Zamiast wpychać mu do buzi bezwartościowe chrupki, daj mu wtedy szklankę wody do picia i poczekaj, aż będzie na tyle zmęczone i zdeterminowane, żeby jeść. Daj mu wtedy orzecha, pomidora, paprykę lub coś, co uważasz za zdrowe. Dwa wysokowartościowe posiłki dziennie u dzieci to jest zdecydowanie dobry sposób żywienia. Ale dzieci nie muszą wydłużać okienka żywieniowego (16/8). U dzieci ograniczamy fruktozę oraz węglowodany i motywujemy do aktywności fizycznej. Te trzy rzeczy.

Macie jakieś złote rady na wzmacnianie odporności u dzieci?

Mateusz : Gdy rodzice mnie pytają – a to jest pytanie numer jeden w gabinecie – Doktorze, co na oporność? to ja pytam, czy dają dziecku witaminę D3. Większość osób nie daje. Bo o tym się pamięta przez pierwszy, drugi i trzeci rok życia dziecka, a potem jakimś cudem się zapomina i myśli się, jaki by tu syropek kupić na odporność. Ale kiedy zdamy sobie sprawę, że witamina D3 jest kluczową i najważniejszą witaminą, której nie da się dostarczyć z pokarmu, a do tego w naszym organizmie jest z 1000 receptorów witaminy D3, z czego większość w mózgu i na komórkach układu odpornościowego – to już nie jest przypadek, że nazywa się ją witaminą odporności.

Dlatego gdy dostaję pytanie o odporność, to zaczynam od uzupełnienia witaminy D3 i na tym kończymy.

Dlatego gdy dostaję pytanie o odporność, to zaczynam od uzupełnienia witaminy D3 i na tym kończymy. Mówię też, że sam mam dwójkę dzieci i moje dzieci nie biorą niczego na odporność oprócz witaminy D3. I zdrowo się odżywiają. Tylko dwie rzeczy na odporność: witamina D3 i zdrowe jedzenie. Czyli unikanie fruktozy, mięso, warzywa, owoce, orzechy. Cztery razy więcej warzyw niż owoców. Owoce to jednak węglowodany, więc nie można oprzeć diety dziecka na owocach, bo tam nie ma witamin, które mają warzywa.

A co z hartowaniem?

Łukasz : To jest kolejny element życia z dobrą odpornością, o którym żeśmy zapomnieli w naszej cudownej kulturze latania na księżyc i oglądania telewizji w komórkach. Wszystko się pomieszało. Między innymi to, że zimno leczy, że dzieci się przecież kiedyś hartowało. A teraz? Niejedzenie przez 16 godzin to jest zabijanie głodem, a wystawienie dziecka na zimno w krótkich spodenkach to jest zabijanie lodem, nie? No i teraz pytanie: czy masz na tyle siły społecznej, wiedzy i przekonania, i czy masz na tyle wpływ na wychowanie swojego dziecka, że nie ugniesz się przed opinią kogoś, kto ci powie, jaką złą jesteś matką?

Mateusz : Moje dzieci kąpią się już w kwietniu i nie ma kwietnia, żeby nie były jedynymi dziećmi w wodzie i żeby jakiś przechodzień nie zapytał: Nie boi się pan, że dostaną zapalenia płuc? Ja akurat jestem święcie przekonany o słuszności tego, co robię, ale wyobraź sobie matkę, która usłyszy taki komentarz od kogoś dobrotliwego z rodziny i po prostu pozamiatane, koniec, nie ma już kąpania dzieci w zimnej wodzie.

Łukasz : Podobnie jest w tym społecznym kontekście z dietą. Ponad wszelką wątpliwość dieta niskowęglowodanowa jest dietą cudowną. Czyni cuda. Odwraca cukrzycę, zmniejsza ciśnienie, wycofuje różne choroby poprzez redukowanie insuliny. Ale wszelkie wielkie pieniądze tego świata reprezentowane przez różne korporacje zrobią przez najbliższe dziesięciolecia wszystko, żeby ludzie myśleli, że podążając tą drogą – zabijają się.

Dlaczego tak mało się mówi o zdrowym niejedzeniu?

Łukasz : Bo to jest tak. Znajdziesz zarówno dowody na poparcie tezy, że tłuszcz szkodzi, jak i dowody na poparcie tezy, że jedząc zdrowe tłuszcze przedłużasz życie. I oczywiście dowodów naukowych na poparcie naszej – tej drugiej – tezy jest zdecydowanie więcej. Naprzeciwko trzydziestu badań naukowych, tych najbardziej wiarygodnych, z pozytywnymi wynikami na korzyść diety wysokotłuszczowej mamy dwa badania na korzyść diety niskotłuszczowej.

Mateusz : Ale też życie pokazuje, skąd bierze się cukrzyca. Nie z powietrza, nie z kosmosu. Przecież od lat siedemdziesiątych nie wyewoluowaliśmy jako gatunek, nie doszło do mutacji genów, nie pojawiły się nagle geny otyłości cukrzycy! Przecież to wyraźnie wygląda jak narażenie na czynnik toksyczny i tym czynnikiem jest niestety jedzenie.

Łukasz : Pokazuje to też doświadczenie. Nasze i naszych amerykańskich kolegów. Oni rozpoczęli szerzenie tej wiedzy już dziesięć lat temu, a nasze doświadczenia, choć jeszcze nieduże, są takie, że mamy już pacjentów, którym wycofaliśmy cukrzycę typu drugiego. Cukrzycę, która jest – przypomnijmy – książkowo chorobą genetyczną, nieodwracalną. Nas, mówiących o tym zdrowym niejedzeniu, nie będzie dużo, bo zbyt dużo pieniędzy zostało zainwestowanych w to, żeby promować tabletkolecznictwo, a nie głodowanie. Bo głodówka nie kosztuje.

Dziękuję wam za rozmowę!

Dziękujemy.

0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze

KREDA SKLEP