Kategoria artykułów:

Męska rzecz

Czy można zmotywować uczniów do nauki bez uciekania się do gróźb, szantaży i straszenia ocenami? Czy na lekcjach da się pogodzić efektywną naukę z bezstresową atmosferą?

Odnoszę wrażenie, że większość ludzi, mających coś wspólnego ze szkołą, żyje w przekonaniu, że chłopcy uczą się słabiej i wolniej niż dziewczynki, sprawiając przy tym więcej problemów wychowawczych. Oczywiście zarówno po stronie dziewcząt zdarzają się outsiderki, jak i od czasu do czasu któryś z chłopców okazuje się przysłowiowym kujonem. Są to jednak wyjątki potwierdzające regułę. A przecież nie musi tak być!

Moje doświadczenie (nauczyciela pracującego czynnie już ćwierć wieku) każe mi podejrzewać, że wspomniana sytuacja jest wynikiem charakteru szkoły, a nie wrodzonych mniejszych możliwości chłopaków.

Intuicja naszych pradziadów nakazywała im, by siedmioletni syn po tradycyjnych postrzyżynach przeszedł pod władzę ojca. Tata wprowadzał chłopaka w męski świat. Gdy był cieślą, stawiał go obok siebie przy warsztacie, myśliwy zabierał syna do lasu, rycerze wkładali latoroślom w ręce na początek drewniane miecze i uczyli fechtunku.

Teraz siedmioletni chłopak idzie do szkoły i, jeśli nie jest to placówka – jakże rzadko spotykana – prowadząca edukację zróżnicowaną (czyli przeciwieństwo koedukacji), nadal jest pod opieką kobiet. A kobiety wiedzą doskonale, jak motywować… kobiety.

Chłopak to jednak coś innego…

John Eldredge w książce Męskie serce stawia tezę, że mężczyzna potrzebuje trzech rzeczy: ocalić piękną, przeżyć przygodę i stoczyć bitwę. Gdy patrzę na całą moją pracę edukacyjną, szczególnie na jej początki w krakowskiej Szkole Podstawowej nr 55, widzę, że intuicyjnie szedłem za potrzebami chłopaków, mimo że książkę Eldredge’a poznałem znacznie później i mimo głosów ze strony żeńskiej części grona pedagogicznego. Starsze koleżanki twierdziły nawet, że robię dzieciom krzywdę.

Ocalić piękną

O ile relacje damsko-męskie zaczynają mieć znaczenie dopiero w pewnym wieku (powiedziałbym, że jest to już zaawansowany moment procesu edukacyjnego), o tyle w naturze chłopaka jest zazwyczaj od początku chęć pomocy słabszym.

Maria Montessori zobaczyła to w odniesieniu do młodego człowieka niezależnie od płci i wprowadziła zasadę, że najlepszym nauczycielem jest drugie dziecko, zwykle nieco starsze, które może pomóc słabszemu koledze lub koleżance dzięki grupom mieszanym wiekowo.

Myślę, że mamy częściej doczekałyby się aktywności ze strony synów, gdyby nakaz „zrób to” zamieniły na „potrzebuję twojej pomocy”. Podobnie nauczycielki, wychowawczynie w szkole dużo skuteczniej mogą mobilizować męską część klasy, stawiając chłopaków w sytuacji, gdy mogą komuś pomóc.

Chcesz przeczytać do końca?

Ten i setki innych artykułów są dostępne w subskrypcji.
Zdobądź dostęp do wszystkich treści, stań się częścią społeczności.
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze