Kategoria artykułów:

NIEWINNE KŁAMSTWA

Skłamałbym, gdybym powiedział, że zostając z dziećmi w domu na dłużej, stałem się lepszym ojcem. To doświadczenie uczyniło mnie przede wszystkim lepszym człowiekiem. A ojcostwo jest tylko jedną z pochodnych naszego człowieczeństwa.

Muszę jednak przyznać, że z początku nic tego nie zapowiadało. W swojej ojcowskiej ignorancji założyłem bowiem, że to ja ulepszę system, a nie system mnie, i że pokażę żonie (i jednocześnie światu!), jak osiągnąć rodzicielską synergię, łącząc zajmowanie się domem i opiekę nad dziećmi z rozwijaniem zainteresowań i, kto wie, może nawet pracą zarobkową.

fot. Małgorzata Trajdos

I jeśli jesteś rodzicem, to zapewne domyślasz się, że życie szybko sprowadziło mnie na ziemię. Ale na szczęście to nie wszystko, gdyż zupełnie niepostrzeżenie wydarzyło się w mojej głowie coś o wiele ważniejszego: czas, gdy na kilkanaście miesięcy zostałem w domu z dziećmi, wyleczył mnie z kilku kłamstw krzywdzących moje małżeństwo.

KŁAMSTWO NR 1
Na urlopie macierzyńskim kobieta siedzi w domu, więc ma dużo czasu.

To jest chyba najpopularniejszy stereotyp na temat matek rezygnujących z pracy zawodowej na rzecz opieki nad dziećmi. Co ciekawe, już samo określenie „siedzi” zawiera w sobie ziarno nieprawdy.

Ale niestety takie myślenie długo funkcjonowało w mojej głowie i wiem, że nie byłem w tym odosobniony. Jak bowiem wygląda sytuacja z punktu widzenia ojca, który każdego poranka wychodzi z domu do pracy?

Przeciętnie nie ma nas w domu przez 9-10 godzin (praca plus dojazdy). W tym czasie wykonujemy mnóstwo obowiązków: w zależności od zawodu podejmując trudne i odpowiedzialne decyzje, zarządzając zespołami specjalistów, przenosząc wielkie ciężary, pokonując setki kilometrów lub wykonując dziesiątki rozmów telefonicznych.

Krótko mówiąc – robimy rzeczy ważne. Robimy rzeczy, które zmieniają świat. A gdy po dniu pełnym tych ważnych aktywności wracamy do domu, naszym oczom ukazuje się niezmiennie ten sam obraz. I wtedy właśnie odzywa się ono. Kłamstwo pierwsze:

Jak to w ogóle jest możliwe? Ja cały dzień zasuwam, zarabiam na chleb, a ty przez te 10 godzin nic nie zrobiłaś?

Gdy nadszedł czas, że to ja przejąłem większość obowiązków domowych, jedną z najtrudniejszych rzeczy, z jaką musiałem się zmierzyć, było zaakceptowanie faktu, że prawie na nic nie miałem czasu. A już na pewno nie na to, co sobie ambitnie zaplanowałem.

A tak naprawdę, to im więcej rzeczy sobie planowałem, tym większą porażkę ponosiłem, bo – wbrew oczekiwaniom – dzieci nie są wcale tak chętne do współpracy jak koledzy, nie przejmują się zbytnio terminami zapisanymi w kolumnach w Excelu ani nie wykonują poleceń jak podwładni. Wizja kar dyscyplinarnych po pewnym czasie też spływa po nich jak po kaczce.

Doświadczyłem tego, czego wcześniej zupełnie nie rozumiałem: że zajmowanie się domem i dziećmi to tak naprawdę pełnoetatowa praca w mocno niesprzyjających warunkach. I jeśli osoba wracająca po 10 godzinach do domu nie widzi wokoło żadnych zmian, znaczy to, że tak naprawdę osiągnąłeś prawdziwy sukces. Udało ci się bowiem zamaskować pobojowisko, z którego kurz jeszcze pewnie miejscami się unosi.

A jutro – wszystko zacznie się od nowa.

KŁAMSTWO NR 2
Urlop wychowawczy to czas, by doskonalić przydatną w pracy umiejętność samoorganizacji.

No właśnie. Skoro wszystko znów zacznie się od nowa i ta sytuacja powtarza się codziennie, a tobie zorganizowanie się wciąż nie wychodzi, to znaczy, że może z tobą jest coś nie tak... Może za mało się starasz? Może za bardzo się rozczulasz, zamiast wziąć się w garść?

Przecież w pracy mierzymy się z nierzadko cięższymi zadaniami niż te, które możemy spotkać w domu, a pomimo tego jesteśmy w stanie realizować powierzone nam zadania efektywniej.

Kłamstwo drugie powiedziało kiedyś w naszym domu takie słowa:

Czytałem, że pracodawcy lubią zatrudniać kobiety po urlopach wychowawczych, bo potrafią świetnie zarządzać sobą w czasie. Może zaczniesz robić coś w tym kierunku?

Ten korpobełkot, który znalazłem kiedyś na jednym z internetowych portali, bardzo mi się spodobał. Dobrze wykarmiony pierwszym kłamstwem, szybko urósł do rangi celu: nie zmarnuj czasu spędzonego w domu i rozwijaj się zawodowo.

I znów potrzebowałem mocnego uderzenia od własnych dzieci domagających się mojego pełnego zaangażowania, by uświadomić sobie, że czas spędzany w domu nie należy do rynku pracy i że naszym zadaniem nie jest wówczas szlifowanie nowych umiejętności, które ładnie sprzedadzą się w dziale HR.

Jest to czas budowania czegoś więcej, czas, kiedy odrywając się od pośpiechu, terminów i zadań, możemy skoncentrować się na wzmacnianiu rodzinnych relacji, przekazywaniu dzieciom wartości, w które wierzymy, i pielęgnowaniu uważnej obecności, która w niedługim czasie zaprocentuje lepiej niż kurs produktywności.

KŁAMSTWO NR 3
Zajmowanie się dziećmi jest proste. Daj mi weekend, a ci pokażę!

Co jakiś czas tablice portali społecznościowych zapełniane są zdjęciami albo nawet artykułami zwiastującymi narodziny nowego superbohatera – taty, który samodzielnie opiekował się dziećmi przez weekend.

I nie dość, że wszyscy uczestnicy przeżyli ten karkołomny wyczyn, to jeszcze świetnie się przy tym bawili (no, może oprócz mamy, która – znając życie – na pewno się zamartwiała, czy aby na pewno dzieci mają czapki na głowach).

Gdy po kilku latach od narodzin pierwszej córki moja żona, razem z koleżankami, wyjechała na damski weekend poza domem, szybko przywdziałem pelerynę superbohatera, by okryć nią dwoje dzieci, które zostały pod moją opieką.

Dzieci nie są wcale tak chętne do współpracy jak koledzy, nie przejmują się zbytnio terminami zapisanymi w kolumnach w Excelu ani nie wykonują poleceń jak podwładni. Wizja kar dyscyplinarnych po pewnym czasie też spływa po nich jak po kaczce.

Ojcowskie supermoce błyskawicznie pomogły nam wejść na właściwe tory: lody na śniadanie i popcorn na kolację.

Ubranie? Każdy ubiera się, w co chce, i w ciągu dnia zmienia swój kostium, ile razy dusza zapragnie.

Zabawy? Im głośniejsze i, co ważne, bardziej krytycznie oceniane przez mamę – tym lepsze.

Spanie? Słyszałeś o samoregulacji? Dziś zaczynamy ją praktykować. Jak padniemy, to zaśniemy.

Żyć nie umierać!

Do chwili, gdy z wycieczki nie wróciła Ona. Mama. Pogromczyni dziecięcych uśmiechów.

I gdy z jednej strony z zainteresowaniem słuchała radosnych relacji dzieci, a z drugiej z niedowierzaniem rozglądała się po placu boju, do jej uszu dobiegło kłamstwo trzecie:

– Widzisz, mówiłem ci, że nie musisz się martwić. Zajmowanie się dziećmi nie jest takie trudne, jak mówisz. I myślę, że powinnaś trochę wyluzować.

I choć to kłamstwo podszyte jest dobrą zabawą, to ze wszystkich trzech jest chyba najbardziej krzywdzące. Zajęcie się dziećmi przez weekend ma się bowiem tak do codziennego prowadzenia domu, jak jazda na automacie do gier do prowadzenia motocykla po mieście w godzinach szczytu. Bez znaków i sygnalizacji świetlnej.

Weekendowy bohater zapomina bowiem o jednej, bardzo ważnej rzeczy. Podczas gdy następnego dnia, zadowolony z siebie, wyjdzie rano do pracy, to na barki osoby, która na co dzień zajmuje się domem, spadnie obowiązek przywracania normalnego funkcjonowania rodziny.

Posiłki inne niż lody czy popcorn same się przecież nie zrobią, a przymierzane bez ładu i składu ciuchy – same nie wypiorą.

I o ile takie weekendowe akcje są fajne, może nawet co jakiś czas potrzebne, to jednak nie da się tak żyć na co dzień.

I nawet superbohater powinien to wiedzieć.

Dzieci uczą nas m.in. wyrozumiałości, empatii i cierpliwości.

NAWRÓCENIE

Jeszcze kilka lat temu byłem gorliwym wyznawcą powyższych trzech kłamstw. Moja wiara w dużej mierze napędzana była siłą powielanego stereotypu, bo przecież oczywistym jest, że to rolą kobiety jest opieka nad dziećmi, a mężczyzny – ich utrzymanie.

Ale gdy życie poddało moją wiarę próbie i gdy zostałem z dziećmi w domu – wpierw na sześć, a potem na jedenaście miesięcy, to okazało się, że jej fundamenty są kruche i krzywdzące, ale – co najważniejsze – możliwe do zastąpienia.

W tej chwili mijają dwa lata od zakończenia mojej zawodowej przerwy związanej z opieką nad dziećmi i z pełną świadomością mogę powiedzieć, że wyrozumiałość, cierpliwość i empatia, których nauczyłem się przez tych kilkanaście miesięcy, dają mi w codziennym życiu więcej niż produktywność czy nastawienie na cel.

Jeśli więc masz taką możliwość, by zmienić swoją małżonkę w opiece nad dziećmi na dłużej niż kilka dni, to gorąco do tego zachęcam. I choć na pewno będą momenty, w których nie będzie łatwo, to zapewniam, że z czasem doświadczysz oczyszczającej przemiany i zobaczysz, jak mocno zmieni się twoje podejście do dzieci, do żony, a także do świata.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze