Kategoria artykułów:

O BYCIU W CIELE

Autor: Ada Kaczan

Kilka refleksji o tym, że ciało nie jest dodatkiem. A także o perspektywie, że praca z ciałem może wprowadzać wiele treści do naszego życia, nie musi ograniczać się do pracy nad formą.

Tylko jeśli potrafisz wejść w kontakt z własnym ciałem, możesz na bardzo podstawowym poziomie połączyć się ze swoim „ja” i odzyskać poczucie tego, kim jesteś, odnaleźć priorytety i wartości.
Bessel van der Kolk

Jestem, więc myślę. To zdanie towarzyszy mi od dobrych kilku lat. Powtarzała mi je moja nauczycielka od analizy ruchu. Pojawia się ono w wielu publikacjach dotyczących świadomej pracy z ciałem. Można powiedzieć, że jest odwróceniem kartezjańskiego powiedzenia myślę, więc jestem. Osobiście jednak wolę widzieć w nim wariację na ten temat. Jestem. Kropka. Oddech. To pozwala mi myśleć. Od kilku dobrych lat zgłębiam temat oddziaływania ciała na umysł i odwrotnie. Nieustannie zachwyca mnie to połączenie – jego głębia, konkret i bezpośredniość. Jest ono w zasadzie tak oczywiste, że wręcz niezauważalne. W pracy z ludźmi i w swoim prywatnym życiu odkrywam niesamowitą wartość w sięganiu do mądrości płynącej nie tylko z głowy. Dlaczego warto pochylić się nad tematem świadomej pracy z ciałem? Czy rzeczywiście potrzebujemy zaprzątać sobie głowę tym tematem? Zdecydowanie tak. Przyjrzyjmy się dwóm aspektom naszej rzeczywistości, w których możemy poszukać odpowiedzi, dlaczego zwrócenie uwagi na nasze ciało i traktowanie go w sposób bardziej podmiotowy, jest tak ważne.

Dziecko całe jest radością lub smutkiem, euforią lub złością.

Rzeczywistość kulturowa – czyli o potrzebie odnalezienia zdrowego balansu

Żyjemy w świecie, w którym postęp technologiczny i jego zdobycze nieustannie wywierają wpływ na nasze funkcjonowanie. Mam nieodparte wrażenie, że w zasadniczy sposób ograniczony zostaje zakres naszego bycia w konkretnym „tu i teraz”. Dobra związane z możliwościami, jakie nam daje wspomniany postęp, są oczywiste i można je wymieniać jednym tchem: szybsze przemieszczanie się, wykonywanie pewnych czynności przy mniejszym nakładzie sił, możliwość zdalnej pracy i nauki oraz wreszcie komunikacja w czasie rzeczywistym z ludźmi oddalonymi od nas o tysiące kilometrów. Ale to wszystko sprawia także, że powoli zaczynamy zatracać to zwyczajne, fizyczne poczucie bycia w konkretnym miejscu, poczucie siebie, to wspomniane na początku „jestem”. I nie myślę tu wcale o sytuacji uzależnienia, kiedy zachwianie równowagi pomiędzy światem realnym a wirtualnym jest oczywiste. Chodzi mi o takie zwyczajne, codzienne sytuacje, kiedy po fakcie możemy zobaczyć, że byliśmy trochę nieobecni, trochę w biegu albo nawet w dwóch światach jednocześnie, np. fizycznie w swoim pokoju przy biurku, ale de facto na zebraniu firmy online , fizycznie w kawiarni, ale tak pochłonięci rozmową przez telefon, że niezauważający tego, co wokół. Dzieci siedząc na kanapie przed ekranem, mogą być tak skupione na urządzaniu kolejnego świata w Minecraft, że zupełnie nie widzą otaczającej ich rzeczywistości. Każdy może odnaleźć w swoim otoczeniu przykłady takiego krótkiego oderwania się od rzeczywistości, których doświadcza albo których jest świadkiem. I z jednej strony nie jest to nic nadzwyczajnego, bo przecież taka „nieobecność duchem”, to „odlatywanie” jest czymś naturalnym (przy wciągającej powieści, filmie czy projekcie). Jednak przechodzenie w inny wymiar rzeczywistości, oderwanie od fizycznego bycia zdarza się teraz znacznie częściej – za sprawą urządzeń, których używamy.

Istotne jest też to, że prowadzimy bardziej statyczny tryb życia niż nasi przodkowie. Nie wychodząc z domu, możemy zrobić zakupy, zwiedzić muzeum czy obejrzeć sztukę. Możemy przenosić nasze myśli, nasz umysł w inne światy, pozostawiając przy tym nasze ciało w tym samym miejscu. Potrafimy też wykonać pewne domowe czynności za pomocą kilku ruchów rąk, skłonów czy przysiadów, a przede wszystkim za pomocą kilku przycisków. Niedawno syn mojej koleżanki poprawił ją, mówiąc „Mamo, nie mów, że odkurzałaś. Zrobił to za ciebie robot”. Spostrzeżenie to bardzo ją zaskoczyło, ale jednocześnie uzmysłowiło dwie rzeczy. Po pierwsze, że pracę rzeczywiście wykonał robot, a ona jedynie przenosiła go i włączała. Po drugie, że prawdopodobnie jej dzieci nie będą wiedziały, czym jest prawdziwe odkurzanie, bo przecież będzie to robił robot. My także nie wykonujemy pewnych czynności, które dla naszych dziadków były codziennością. Weźmy na przykład rąbanie drewna na opał. Dla większości osób jest ono dostępne jedynie od czasu do czasu, okazyjnie.

I mimo że plusów tych wszystkich osiągnięć jest mnóstwo, to chcę powiedzieć także, że płacimy za to pewną cenę: nasz fizyczny wyraz bycia w świecie jest ograniczany. I jest to pewna generalizacja, ale chodzi mi o pokazanie ogólnej tendencji.

Odpowiedzią na tę rzeczywistość jest szeroka oferta zajęć, nie tylko sportowych. W jakiś naturalny sposób zdajemy sobie sprawę, że potrzebujemy ruchu, żeby poczuć się lepiej. Zaczynamy uprawiać sporty w sposób bardziej lub mniej wyczynowy. Zapisujemy na różnego rodzaju zajęcia nasze dzieci, bo wiemy, że „sport to zdrowie”. Zdajemy sobie sprawę, że takie swobodne bieganie po podwórku i wiszenie na trzepaku nie wróci. Staramy się więc stworzyć analogiczne warunki naszym dzieciom, znaleźć takie miejsca i przestrzenie, żeby mogły najzwyczajniej w świecie się wyhasać. Widzimy potrzebę ruchu, bo bez wątpienia ruch i aktywność wpływają na ogólny dobrostan.

Chcesz przeczytać do końca?

Ten i setki innych artykułów są dostępne w subskrypcji.
Zdobądź dostęp do wszystkich treści, stań się częścią społeczności.
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze