Kategoria artykułów:

SIŁA DOBRYCH PRZYZWYCZAJEŃ

O tym, dlaczego dzieci nie chcą ćwiczyć na instrumencie, chociaż twierdzą, że lubią na nim grać.

© rubchikova

Kiedy patrzę na dzisiejszych uczniów szkół, ognisk muzycznych, domów kultury, a nawet uczelni wyższych, czasem nachodzi mnie obawa, że za parę lat nie będzie już profesjonalnych instrumentalistów… Zagadnienie ćwiczenia, czyli pracy na instrumencie, w ostatnich latach urosło w środowisku muzycznym do rangi problemu. To, co w moim pojęciu najpiękniejsze – czyli indywidualne, intymne sam na sam z instrumentem, stało się czynnością nieciekawą, mozolną i uciążliwą. Coraz częściej rezygnację z gry na instrumencie tłumaczy się niechęcią do ćwiczenia, czyli tak naprawdę do spędzania z nim czasu. „Chciałbym grać, tylko nie lubię ćwiczyć” – mówią dzieci, „chcę być skrzypkiem, tylko nie mam czasu na granie” – tłumaczy młodzież. Studenci podejmują naukę na uczelni artystycznej, traktując ją jako fakultet. W takiej konstelacji z założenia nie mają zbyt wiele czasu na praktykę instrumentalną. Po siedemnastu latach doświadczenia pedagogicznego z troską i niepokojem przyglądam się rosnącej tendencji zaliczania kolejnych etapów edukacji muzycznej, byle już skończyć, byle tylko „zaliczyć” i uzyskać papier. Zawód profesjonalnego instrumentalisty – rozumiany przeze mnie jako nieustanne dążenie do samodoskonalenia, poszukiwanie dźwiękowych olśnień i estetycznych wrażeń, poszerzanie muzycznych horyzontów i przede wszystkim obdarzanie swoją pasją innych – odchodzi do lamusa. Dziś fachowo skonstruowany system wykształci instrumentalistę na podstawie jego wieloletniej, niejednokrotnie ciężkiej pracy, poświadczonej dziesiątkiem zaliczonych „przedmiotów”, nie dając mu skrzydeł pasji, by samodzielnie poszybował w krainę dźwięków.

Nie chce mi się

Zagadnienie niechęci do ćwiczenia analizuję nie tylko jako pedagog. Zgłębiam go także jako rodzic, ale najbardziej jako instrumentalista-skrzypek. Dlaczego dziecko chce grać, ale nie chce poświęcać temu czasu? To jakby chcieć pływać, nie chcąc wejść do wody, albo chcieć wygrać mecz, nie biorąc w nim udziału. Czy zawsze lenistwo winne jest oporom do praktyki, czy może problem leży gdzie indziej? Przecież dziecko „z natury leniwe” (czy takie w ogóle są dzieci?) powinno równie niechętnie zajmować się muzyką, co komputerem czy smartfonem. Wiemy jednak, że tak nie jest. „Atrakcyjność” nowych technologii sprawia, że potrafimy poświęcać im bez znużenia godziny, podczas gdy ciężko wygospodarować ów czas na faktyczną aktywność – sportową, intelektualną bądź muzyczną. O wiele łatwiej uświadamiać ten fakt młodzieży i dorosłym, znacznie trudniej małym dzieciom. Dla nich granie w gry komputerowe „jest FAJNE”, a granie na instrumencie „jest NUDNE”. Jako dorosły, wykształcony muzyk staram się to zmieniać, zarówno wśród własnych dzieci, jak i moich uczniów, choć muszę przyznać, że nie jest to proste.

Co to jest ćwiczenie?

Najbardziej fundamentalną zasadą każdego instrumentalisty jest prawidłowe rozumienie słowa „ćwiczenie”. ĆWICZENIE TO POWTARZANIE, robi się je PO TO, BY ZAPAMIĘTAĆ. Podobnie z graniem. Wszystkim wychowankom tłumaczę, że przychodzą na lekcję trochę tak, jakby do lekarza: pokazują, gdzie je boli (co nie wychodzi), a nauczyciel radzi im, co zrobić, żeby przestało. Potem muszą jednak pójść do domu i zrobić to, co ma ulepszyć ich grę, inaczej wrócą za parę dni i te same miejsca będą „bolały” tak samo. Idziemy przecież do lekarza, żeby zastosować się do jego rad, zaaplikować lekarstwa i wyzdrowieć. Dlatego kończąc każdą lekcję, proszę dziecko, by powtórzyło, co ma poprawić na następną lekcję, a następnie opisało, w jaki sposób zamierza to zrobić.

Metody pracy

Kiedy sama zaczynałam naukę gry na skrzypcach, oprócz nut miałam dzienniczek, w którym zapisane było, co należy przygotować na następną lekcję. Niestety nie było tam napisane, w jaki sposób to robić. Dlatego czasem grałam utworek po wielokroć, zanim zapamiętałam go od początku do końca. Ta, jedyna znana mi metoda, z perspektywy czasu miała same minusy. Po pierwsze nauka trwała bardzo długo (miejsca łatwe „wchodziły” szybko do głowy, trudne zajmowały o wiele więcej czasu), poza tym razem z poprawnym tekstem zapamiętywałam i „zaćwiczałam” też błędy. Oduczenie się ich trwało trzy razy dłużej niż sama nauka.

Chcesz przeczytać do końca?

Ten i setki innych artykułów są dostępne w subskrypcji.
Zdobądź dostęp do wszystkich treści, stań się częścią społeczności.
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze