A miało być tak pięknie: powłóczysta sukienka i długie godziny kontemplacji jakiegoś wersetu z Norwida. „Wreszcie odetchnę pełną piersią, bo nikt nie będzie mi zawracał głowy jakąś matmą!” – myślałam. Tymczasem, by zacytować Wyspiańskiego, „duch się rwie do wyższych rzeczy, a tu pospolitość skrzeczy”. Pierwszy rok studiów kazał mi porzucić poezję na rzecz rysowania i rozumienia kwadratów logicznych. Zajęcia z logiki regularnie wyżymały mi mózg i przyprawiały o obłęd. Jednocześnie były to dla mnie jedne z ważniejszych godzin spędzonych na uniwersytecie. Z przerażeniem i fascynacją odkryłam wówczas, że podstawy tak lubianej przeze mnie retoryki są ścisłe – matematyczne. Że argumentację w jakiejś sprawie (niezależnie od tego, czy sprawa jest błaha, czy wzniosła) można rozpisać jak matematyczne równanie. I sprawdzić tym samym, czy wszystko się zgadza, czy może jednak wpadamy w pułapkę myślenia, kiedy to ktoś swoją – być może nawet i ładną, jednak niespójną, nielogiczną – argumentacją wyprowadza nas w pole.

fot. Rozalia Pleti
Retoryka to dziedzina, która łączy w sobie matematyczną dyscyplinę logicznej argumentacji, psychologiczne kwestie dotyczące pozawerbalnej siły perswazji oraz artystyczny powiew tego, jak mówić, przemawiać, pisać, by było pięknie i porywająco. Retoryka sama w sobie to materiał na opasłe księgi i spory stosik artykułów. Proponuję dziś przyjrzeć się tylko jednemu z obszarów zainteresowań retoryki, czyli teorii argumentacji. A jeszcze ściślej – temu, co w argumentacji może pójść źle (i często tak właśnie idzie). Poniżej argumentacyjna „księga czarnej magii”, książeczka, a właściwie: przewodnik po tym, jakie argumenty często słyszymy/czytamy lub, co gorsza, jakie argumenty sami formułujemy, choć lepiej by było, gdybyśmy tego nie robili. Niecnych argumentacyjnych ścieżek jest dużo więcej, poniżej prezentuję tylko wybrane z nich.
Argumentum , czyli argument, może być między innymi:
















