Kto odczuwa niejakie obawy przed zapuszczeniem się z rodziną w nadbużańskie knieje, gdzie telefony odbierają na przemian sieci polskie, ukraińskie i białoruskie, niechże przyjedzie do Lublina. Tu dzikość miesza się z cywilizacją, melancholia z pośpiechem, Wschód z Zachodem. Bo Lublin to istotnie „jeszcze nie kresy, ale już kresy”.











-e1600176432271-640x470.jpg)


_Zwiedzamy_zamek_w_Trokach_na_Litwie-640x470.jpg)
_z_cyklu__Z_dzieci_cych_p_z_-640x470.jpg)





-640x470.jpg)