Kategoria artykułów:

Ujarzmić stres

Jadę wygodnie usadzona na koniu, podążam biodrami za jego ruchem, głęboko oddycham i rozluźniam moje ciało. Każdy ma swój sposób na relaks i odprężenie. Ja jeżdżę konno. Jest złota polska jesień. Wokół drzewa zmieniają barwy, powoli liście zaczynają coraz dokładniej ścielić dywan na leśnej ściółce. Słońce w południe grzeje jeszcze mocno, ale ranki i wieczory bywają chłodne. Relaksujący chód leniwym stępem po okolicznym lesie wydaje się spełnieniem marzeń niejednej zestresowanej osoby. Mocno odprężona poruszam się naprzód, słońce ogrzewa czule moją twarz, nosem wdycham cudne ziemiste zapachy lasu, które wypełniają całą moją klatkę piersiową. Ale jak to z końmi – nigdy nie wiadomo, kiedy taka sielanka się skończy.

Koń jest dużym i zachwycającym zwierzęciem, ale jest również zwierzęciem uciekającym. Gdy cokolwiek go wystraszy, od razu ucieka. Tak było i tego dnia. Jesień ma to do siebie, że potrafi nawet znajomy krajobraz jednego dnia odmienić. Zmieniają się intensywnie kolory na drzewach, powoli gałęzie stają się coraz bardziej ogołocone, a ściółka – grubiej wyścielona. Dla konia za każdym razem to coś nowego, więc nietrudno o nagłe przerwanie relaksującej przejażdżki. Posuwamy się dalej do przodu, ale nagle zza drzewa wychyla się... worek ze śmieciami porzucony przez kogoś, komu obojętne są dalsze losy naszej planety. Niestety moja klacz nie rozumie, że to tylko worek. W każdej nowości widzi ogromne zagrożenie. Przerażona niespodziewanie zrywa się do galopu, wcześniej gwałtownie odskakując w bok. Momentalnie ciśnienie uderza mi do głowy, w sekundzie oblewają mnie poty. Nigdy nie wiem, kto jest w pierwszym momencie bardziej zaskoczony: ona czy ja? Moja klacz w worku na śmieci widzi co najmniej śmiercionośnego tygrysa. Przerażona zaczyna uciekać, żeby przeżyć.

Pierwsze, co robię, to zatrzymuje oddech i spinam ciało. Ale natychmiast po tym następuje ten ułamek sekundy, kiedy przypominam sobie, że nic bardziej nie spina i stresuje mojego konia niż moje spięcie. W takich sytuacjach zaczynam za każdym razem tę samą pracę. Najpierw przywracam oddech, potem go wydłużam, żeby ułatwić sobie i jej wyciszenie, przy wydechu zaczynam mruczeć lub buczeć. Wszystko dzieje się w kilka sekund, ale w całym tym procesie każda chwila jest dla mnie rozłożona na ułamki sekund i czynniki pierwsze. Za każdym razem sytuacja ta zdaje się trwać wieczność.

Oczywiście muszę wspomnieć, że długo zajęła mi nauka, by cały czas podczas jazdy konnej oddychać – wciąż się tego uczę. Najpierw żmudnie powtarzałam trudne dla mnie elementy na ujeżdżalni, ale ciągle z głębokim i długim oddechem, choć ciało miało ochotę wstrzymać oddech i napiąć mięśnie. Wiele nagłych sytuacji kończyło się lądowaniem na ziemi. Obraz niczym z kreskówek, a jakże prawdziwy. I wciąż od nowa te same powtarzane elementy, i jeszcze raz, i kolejny. A jak już wyjdą, to kolejne powtórki – żeby wyćwiczyć, żeby ciało zapamiętało.

Różne są sposoby, żeby nauczyć się opanowywać stres w ciele. Moje konie uczą mnie tego jednego: oddychania w nagłych, bardzo trudnych sytuacjach. Sama świadomość oddechu powoli rozluźnia nagle spięte ciało. To spięcie mój koń czuje doskonale, dlatego każda osoba – czy to dorosła, czy dziecko – podczas jazdy jako pierwszy komunikat ode mnie słyszy: „Oddychaj! Powoli i głośno oddychaj”. Zwykle na początku liczymy kroki, ile ich przypada na jeden wdech i wydech. Dążymy do tego, żeby było ich kilkanaście.

Kto by pomyślał, że taki koń tyle może. Stresu nie można bagatelizować, stres trzeba się uczyć ujarzmiać. I jest to nauka długa i żmudna, ale znacząco poprawia nasze zdrowie i jakość życia.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze

KREDA SKLEP