Kategoria artykułów:

Dramatyczna lekcja wolności

O odkrywaniu nieznanych losów bł. Stefana Wyszyńskiego, sile
przebaczenia i wewnętrznych bitwach – wywiad z Ksawerym Szlenkierem.

Ksawery Szlenkier – aktor filmowy, teatralny i telewizyjny. Pedagog. Mąż i ojciec.
fot. Weronika Kosińska

Dzwoni do ciebie znajomy i mówi, że zagrasz Kardynała Wyszyńskiego. Co sobie pomyślałeś? Jaka była twoja pierwsza reakcja?

Powiedziałem sobie: „O, super!”. (śmiech) Ale tak na poważnie, to pierwszą myślą było: „Fajnie, ale przecież ja jestem za młody, żeby grać Kardynała Wyszyńskiego!”. (śmiech)

Czego się spodziewałeś po scenariuszu? Że będzie słodko, jeszcze słodziej i dużo kadzideł?

Nie wiedziałem, czego się spodziewać. Jedyne, co mi powiedziano, to to, że film będzie się rozgrywał w realiach wojny, a dokładniej – w czasie Powstania Warszawskiego. Podczas pierwszej rozmowy dowiedziałem się też, że miałbym się podjąć zagrania ks. porucznika Stefana Wyszyńskiego – kapelana Armii Krajowej. Krótko mówiąc, wiedziałem, że będzie wojna i że będzie cierpienie, nie wiedziałem natomiast, w jaki sposób będzie przedstawiana postawa ks. Wyszyńskiego wobec tego, z czym się zderzył.

Co w samej roli zaskoczyło cię najbardziej?

Zaskoczyło mnie to, że mój bohater jest w pewnym momencie wewnętrznie rozłożony na łopatki. Nie spodziewałem się takiej odwagi ze strony twórców scenariusza, którzy pozwolili sobie przedstawić przyszłego Prymasa Tysiąclecia jako człowieka, który jest głęboko rozdarty, ma rozterki i wątpliwości. Scenariusz okazał się opowieścią o człowieku zmuszonym do stoczenia potężnej walki.

Ten film, a szczególnie główny bohater, przypominają zatem prostą prawdę, że nikt nie rodzi się herosem, który jeszcze w pieluszkach może pokonywać smoki. Jak zatem chciałeś pokazać tego bohatera bez supermocy?

Pomyślałem, że to będzie moja mała misja, by uwiarygodnić jego wewnętrzny dramat, niepokój i może nawet zagubienie. Chciałem pokazać człowieka, który idzie po cienkiej linie rozpiętej między rzeczywistością a wiarą, którą jako ksiądz wyznaje i sam głosi. Im bardziej wchodziłem w rolę, tym większe towarzyszyło mi pragnienie, by grana przeze mnie postać była autentyczna, bez koloryzowania i dosładzania. Chciałem ukazać człowieka, który zna gorzki smak życia wśród zgliszczy wszystkiego, co kochał i w co wierzył.

Czy jest jakiś fakt z życia twojego bohatera, o którym dowiedziałeś się dopiero ze scenariusza?

W filmie pokazujemy kilka wydarzeń, które poddają brutalnej próbie przekonania mojego bohatera. Do tego stopnia, że ma się wrażenie, iż Wyszyński doszedł do granicy, za którą zwątpiłby w prawdy, które głosił przez całe swoje kapłańskie życie. Jedno z takich rozrywających wręcz wydarzeń widzimy w scenie bombardowania Lasek – miejsca, gdzie przebywali wówczas niewidomi, chorzy i bezbronni ludzie. Wokół Wyszyńskiego wybuchają bomby, umierają jego przyjaciele.

Zero duchowego komfortu, uniesień i motyli w brzuchu?

Tak, przychodzi wydarzenie za wydarzeniem, uderzają z coraz większą mocą. Na przykład po załamaniu się ataku na lotnisko Okęcie, w pierwszych dniach powstania do szpitala w Laskach nagle dociera wielka liczba rannych i umierających młodych ludzi. W ciągu kilkunastu godzin enklawa spokoju i ciszy wypełnia się krwią, śmiercią, bólem, łzami, krzykiem i jękiem. Kolejna scena, która ilustruje duchowe i psychiczne tortury bohatera, to ta, w której jest świadkiem rozstrzelania cywilów przez Niemców. Jest to nawiązanie do autentycznych wydarzeń, a w szczególności do rzezi Woli, w trakcie której Niemcy wywlekali z kamienic kogo popadnie – kobiety, dzieci, staruszków – i w ciągu kilku dni zabili z zimną krwią kilkadziesiąt tysięcy cywilów. To ogromna zbrodnia – zarówno w swojej skali, jak i w osobistym doświadczeniu człowieka, który znalazł się w epicentrum tych wydarzeń.

Chcesz przeczytać do końca?

Ten i setki innych artykułów są dostępne w subskrypcji.
Zdobądź dostęp do wszystkich treści, stań się częścią społeczności.
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze

KREDA SKLEP