Czuwaj! Harcerką jestem od 5 lat. W mundurze spędziłam 1/3 mojego życia. Od 2 lat jestem w ZHP, wcześniej, przez 3 lata należałam do Royal Rangers Polska. Jestem zastępową w drużynie starszoharcerskiej (starsza podstawówka/liceum) i pomagam w gromadzie zuchowej (klasy 0–3).
Harcerstwo to niekończąca się przygoda. Dzięki niemu nauczyłam się (proces ten zresztą trwa) wielu rzeczy niekoniecznie kojarzących się ze skautami. W zeszłym tygodniu byłam na przykład z drużyną na warsztatach z musztry, a przy okazji nauczyliśmy się liczyć do 10 po niemiecku. Potrzebowaliśmy tej umiejętności do jednego z pląsów (zabawa harcerska). Cała trzydziestka harcerek i harcerzy w różnym wieku potrafi liczyć w obcym języku! Nawet po zbiórce słychać było dzieci bawiące się: eins, zwei, drei… Dzięki harcerstwu ogarniam pierwszą pomoc, terenoznawstwo, mapy i kompasy, podstawy gotowania, szyfry, podstawy botaniki. Wiem, jak wykonać komendę baczność, jak z liny i kawałka drewna zrobić huśtawkę, z nasion topoli niezawodną podpałkę, a z gwoździ i desek – krzesło. Na obozach i biwakach nauczyłam się pływać na kanadyjkach, strzelać z wiatrówek czy ścielić prycze i składać koce. To tylko te rzeczy, w których jestem dobra. Wiele innych zaledwie „liznęłam”. Na zeszłorocznym Zlocie Harcerskim w Gdańsku miałam okazję sterować żaglówką po Zalewie, programować roboty na Politechnice Gdańskiej, zwiedzać miasto, wziąć udział w biegu na orientację po lasach i wydmach. W ramach służby harcerskiej, razem z patrolem, zrobiliśmy poduszki dla zwierząt ze schroniska. Gdyby nie harcerstwo, pula moich doświadczeń byłaby skromniejsza. Skautingowi zawdzięczam wspaniałe wspomnienia na całe życie!



















