Całkiem niedawno w gronie znajomych muzyków wybuchła sensacja: nieznana francuska piosenkarka wzięła na warsztat jeden z największych hitów polskiego disco polo, zaaranżowała go według własnego gustu, wykonała w najśpiewniejszym języku świata i opatrzyła pięknym teledyskiem. Znając prototyp, zapewne nie sięgnęłabym po nagranie, moi znajomi użyli jednak podstępu; puścili utwór, pytając, czy ktoś zna to dzieło. Zdumienie obecnych było ogromne. Wszyscy rozpoznaliśmy piosenkę, wielu zrozumiało jej słowa. Rozgorzała burzliwa dyskusja wokół tematu: czy muzyka może być zła, czy tylko „źle podana”? Innymi słowy – czy dobry muzyk z każdego materiału zrobi majstersztyk i czy wszystkie tanie i chwytliwe melodie dają się uszlachetnić? Badaliśmy też, co stanowi o wyższości jednej produkcji nad inną, w czym odnajdywać jakość muzyki i jaki element sprawia, że przeciętny „przebój” muzyki rozrywkowej może mieć inną jakość.
Rozgorzała przy tej dyskusji burza mózgów, nakierowała ją na młodzież. Bardzo szybko padło pytanie: jak sprawić, by młodzi ludzie rozpoznawali wartość tego, co słuchają? Co zrobić, aby rozbudzić w nich potrzebę innego, lepszego gatunku dźwięku? Wreszcie – jak uczyć dobrych wyborów dźwiękowych, odwagi do wyrażania własnych opinii konstruktywnie oraz aktywnego przyswajania dźwięków ze świadomością konsekwencji?
Przywołałam wspomnienie mojego domu rodzinnego. Rodzice, choć nie byli pasjonatami muzyki, zadbali o gramofon i płytotekę. W domowej fonotece obok Ewy Demarczyk, Hanki Ordonówny i Édith Piaf znajdowały się największe dzieła symfoniczne Beethovena, Mozarta i Brahmsa, muzyka kameralna i pieśni Schuberta oraz miniatury instrumentalne Kreislera i Saint-Saensa. Nie mam pojęcia, czy kompletując nagrania, mama kierowała się modą, czy wskazówkami fachowca (może sprzedawcy płyt w sklepie muzycznym?). Takich zasobów nie powstydziłby się i dziś niejeden meloman. W wolnych chwilach, podczas naszych codziennych czynności, puszczaliśmy muzykę w wykonaniu wybitnych instrumentalistów i zespołów. Muzyka klasyczna była zatem tłem mojej dziecięcej codzienności. Może nie przywiązywałam wtedy do niej uwagi, ona jednak BYŁA OBECNA.
Pamiętam też radość z zakupu nowego wielofunkcyjnego sprzętu odtwarzającego, którym był radiomagnetofon z adapterem marki POLONEZ. Fantastycznie rozszerzył on możliwości odbioru muzyki na kasetach (taśmach) magnetofonowych. Aby pochwalić się tym luksusem, zaprosiłam (w tajemnicy przed rodzicami) pół klasy na prezentację!