Kategoria artykułów:

Teatr i maski

Ależ byłam dumna. Szłam na bal ze starszym bratem do jego szkoły. Zawsze, kiedy mogłam uczestniczyć w jego życiu, rozpierała mnie duma. Co ciekawe, samego balu nie pamiętam zbyt dokładnie, ale wyraźnie utrwalił mi się obraz, jak moja mama przygotowywała mój strój. Byłam kotkiem i na twarzy miałam handmade’ową maskę (wykonaną z największą starannością!) z grubego papieru. Pamiętam dokładnie moment, kiedy mama malowała tę maskę. Potem musiałam długo czekać, aż wyschnie... Chciałam, żeby już była gotowa! Pamiętacie te bale, kiedy przygotowywanie stroju wiązało się z dużą dozą kreatywności rodziców? Wszak nie było gotowców w sklepach. Maski trzeba było samemu tworzyć, szyć suknie, spodenki, ogony. To samo tyczyło się pierwszych przedstawień szkolnych. Nasze mamy miały duże pole do rozwoju swojej kreatywności.

Od Marii Berlińskiej, psychologa, nauczyłam się jednej szalenie ważnej umiejętności. Pewnego rodzaju zakładania niewidocznej maski i gry aktorskiej. Wiem doskonale, że mowa ciała i mimika twarzy jest bardzo wyrazista, trudno nieraz ukryć jakiekolwiek emocje. Nie jest to łatwe w życiu, bo często na twarzy pokazują się nie te emocje, które byśmy chcieli. Pani Maria uczyła, jak okazywać miłość swoim dzieciom w trudnych okresach rozwojowych, a wiadomo, że takie zdarzają się każdemu. Zalecała wówczas, aby dla dziecka, którego obecność jest dla nas trudniejsza, stworzyć listę wszystkich jego talentów, zalet, pozytywnych cech i pięknych wspólnych momentów. Kiedy tylko zobaczymy kątem oka cień owej pociechy, należy natychmiast zacząć recytację wcześniej przygotowanej listy. Nasza twarz od razu przybierze inny wyraz, w oczach będzie dostrzegalny błysk i nasze dziecko poczuje, że nadal jest kochane, bez względu na wszystko, bez względu na trudny czas. Nie zobaczy dezaprobaty i powątpiewania, co z niego wyrośnie... Zobaczy dumę, radość i miłość.

Starożytny teatr grecki pewnie nie tylko mi kojarzy się przede wszystkim z maskami. Aktor zakładał maskę, żeby oddzielić człowieka, którym był w rzeczywistości, od postaci, którą przedstawiał. Następowała przemiana tożsamości. Odsłonięta twarz zawsze pokazuje indywidualność, głębię. W sztuce teatralnej trzeba zostawić, jak najlepiej ukryć siebie i wcielić się w rolę innej osoby. Podczas jednego występu aktorzy mogli dzięki maskom grać kilka różnych postaci. Mężczyźni mogli grać kobiety lub zwierzęta. Wcielali się w postacie tragiczne lub komiczne. Maska pomagała im zakryć własną osobowość, indywidualność.

Kiedy myślę o zakładaniu masek, nie mogę nie wspomnieć o pani Dulskiej i jej dwulicowości. Obłudna, zakłamana i fałszywa postać, która dbała tylko o pozory. Przy analizowaniu Moralności Pani Dulskiej toczyliśmy długie dyskusje na temat tego, jak niedobre jest przybieranie masek, fałszywe udawanie kogoś, kim się nie jest. Jasne było dla nas wówczas, że życie w prawdzie, bez masek, jest lepsze, bardziej autentyczne. Że ważne jest odkrywanie prawdy o sobie. I w odniesieniu do teatru antycznego jasne było, że kiedy zakładamy maski, to ukrywamy siebie, wyzbywamy się swojej indywidualności, swego prawdziwego ja.

Dziś wiem, że dobrą grą aktorską i specjalnie dobraną maską można kochać innych bardziej, niż pozwalają nam na to nasze niekontrolowane emocje. Możemy podjąć decyzję o czynach i uśmiechu, błysku w oku i dobrym słowie niejako wbrew samym sobie. Bo człowiek to znacznie więcej niż emocje i może w głębi serca podjąć decyzję i świadomie założyć maskę, ale tylko maskę miłości.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze