Które z nowoczesnych technologii wpływają na nasz mózg? Internet, komputery, GPS, drukarki 3D, pralki, samochody?
Marek Kaczmarzyk: O ile mamy kłopot ze zdefiniowaniem, co oznacza słowo technologia, o tyle mamy też kłopot ze zdefiniowaniem, co oznacza wpływ. O jaki wpływ chodzi? Bezpośrednio fizyczny? Mówi się o tym – czego zresztą nie udowodniono – że przeładowanie ilością fal elektromagnetycznych może mieć wpływ na ośrodkowy układ nerwowy. Więc wpływ fizyczny to jedna strona medalu. Druga strona medalu, czy drugi rodzaj pytania, to pytanie o to, w jaki sposób wykorzystywanie nowej technologii może zmienić nasz świat społeczny. Nie chodzi tutaj o bezpośrednią szkodliwość bodźca fizycznego, ale o ewentualne następstwa zmian w strukturze społecznej, w relacjach. Myślę, że pralka jakoś specjalnie nie zaburzy relacji tak długo, jak długo nie wbudujemy w nią procesora sztucznej inteligencji, która zacznie być psychoanalitykiem.
Technologia jest jak nóż kuchenny. Jest narzędziem. Co z nim zrobimy, zależy od nas.
Miłośnicy science fiction znają podobne przypadki.
Tak, Stanisław Lem pisał o pralkach, które robią wszystko, ale wyprać w nich można już tylko chusteczkę do nosa. Więc czy technologia ma wpływ na nasze życie? Oczywiście, że tak. I to od zarania dziejów, bo wynalezienie koła to też wynalazek technologiczny. Dał on nam ogromną przewagę. Dziś technologia nadal działa na naszą korzyść, jeżeli ją świadomie i racjonalnie wykorzystujemy. Warto też sobie jasno powiedzieć, że największe skoki technologiczne zawdzięczamy wojnom. Technologia jest jak nóż kuchenny. Jest narzędziem. Co z nim zrobimy, zależy od nas. I to jest chyba pytanie o relacje między technologią, wzrostem możliwości, zdrowym rozsądkiem, dojrzałością, intencjami. To wszystko jest bardzo skomplikowane.
Czyli mamy dwa rodzaje wpływu technologii na nasz mózg: wpływ czysto fizyczny, którego dobrze nie znamy, i wpływ na funkcjonowanie mózgu jako organu działającego społecznie?
Tak. Patrzymy na mózg jak na system adaptatywny. Na system, który funkcjonuje w układzie środowiska społecznego. Szczególnie na wczesnych etapach rozwojowych, kiedy nasze mózgi są jeszcze niedojrzałe i adaptują się poprzez zmiany struktury, technologia ma fundamentalny wpływ. Pytanie, czy to źle, czy dobrze? Jeżeli uprę się, że moje dziecko do wieku sześciu lat nie będzie miało żadnego kontaktu z nowoczesną technologią, to jego mózg będzie mózgiem osoby dostosowanej do świata mojej młodości, mojego świata.
Rozumiem, że definiujemy tę technologię jako komputer, tablet, Internet...
Tak. Ale technologia to też zapośredniczenie relacji społecznych. To media społecznościowe, fora internetowe. To także zmniejszenie odległości fizycznej pomiędzy ludźmi. Bardzo ciekawa rzecz: gdy czyta się teksty, jakie ludzie pisali na temat telefonu, kiedy wchodził w przestrzeń społeczną, to z wyjątkiem archaizmów językowych, są to teksty, które przypominają dzisiejsze teksty na temat Facebooka. Uważano, że telefon zniszczy relacje społeczne. Że ludzie przestaną się odwiedzać, utracą zdolności społeczne. Jak wiemy, telefon nam raczej w tym kierunku nie zaszkodził.
Pytanie, czy Facebook nie zaszkodzi?
No cóż, tego nie wiemy.
W najnowszym „Świecie Nauki” jeden z felietonistów nazwał go „pompą energetyczną”. Coś w tym jest. Zażarte dyskusje internetowe wysysają energię, nierzadko przeżywamy je bardzo emocjonalnie.
To akurat łatwo można wytłumaczyć na poziomie ewolucji naszych mózgów. Ewoluowaliśmy w małych grupach. Nasze mózgi są przyzwyczajone do tego, że sąd każdej istoty ludzkiej jest ważny. A teraz żyjemy w zbiorowościach liczących tysiące, setki tysięcy ludzi i większość z nich na dobrą sprawę nie jest dla nas ważna. Ale kiedy mamy dostęp do ich myśli, do ich sądów na nasz temat, to uderza w nas tak samo, jakby chodziło o osobę z naszego najbliższego otoczenia. Nasze mózgi nie potrafią tego rozróżnić. I tu jest problem z mediami społecznościowymi. Natomiast jeśli postawimy zdroworozsądkowe tamy i internetowych znajomych będziemy dobierać sensownie, to będziemy za pośrednictwem tych znajomych otrzymywać spersonalizowany, dopasowany do nas, społeczny obraz świata. Różni się to zasadniczo od telewizji, która proponuje nam przekaz, o którym decyduje ktoś inny. Twórca programu telewizyjnego, jedna osoba bądź grupa osób podporządkowana takim czy innym interesom, wybiera dla nas konkretną wizję świata.
To ciekawe. Jakby mówił Pan o szkole i arbitralnym wyborze treści, których nasze dzieci mają się nauczyć.
Tak, to prawda, szkoła też jest przykładem przekazu, o którym zdecydował za nas ktoś inny. Wróćmy jednak do mediów. Te, którymi dziś dysponujemy, praktycznie uniemożliwiają, a przynajmniej mam taką nadzieję, pojawienie się jednostki, która przez swoją charyzmę, a jednocześnie dostępność do mediów byłaby w stanie podporządkować sobie miliony. Zresztą, twórcom struktur totalitarnych media społecznościowe i inne technologie bardzo przeszkadzają.

















