
Każdy z nas pamięta ten czas, kiedy nowo narodzone dzieciątko zaczyna płakać. Ten płacz czasem powodując duże napięcie, wprawia rodziców w zdenerwowanie, szczególnie jeśli chodzi o pierworodne. Cały świat się zatrzymuje i słychać przez moment tylko to jedno kwilenie. Wszyscy doskonale wiemy, że uspokaja się znacznie łatwiej, kiedy jest wtulone w mamę lub kiedy owiniemy je ściśle kocykiem. Jest wiele technik zawijania maluszków, niektórzy poprzestają na zwykłym rożku, inni zakupują elastyczne kocyki. W sieci można znaleźć nawet filmiki dziecięcych zaklinaczy, którzy umieją sprawnym zawinięciem dziecka w kokon uspokoić je niemal natychmiast. Fakt, że noworodek potrzebuje fizycznych granic, bo inaczej czuje się zagrożony, jest niezaprzeczalny.
Kiedy dziecko rośnie, napotyka jeszcze kilka fizycznych granic w swoim życiu. W chwilach, kiedy rodzice uznają, że nie ma bezpiecznej przestrzeni, przypinają je do wózka, wkładają do łóżeczka. Im staje się starsze, tym więcej granic się otwiera. W końcu może samo wyjść pobawić się do ogrodu lub przed dom, później odbywa swoją pierwszą samodzielną podróż do pobliskiego sklepu. I tak przychodzi czas, że dorasta i świat staje się dla niego coraz bardziej dostępny i otwarty.
Wychowujemy nasze dzieci dla świata w dużym poszanowaniu ich uczuć, dbając o ich bezpieczeństwo. Dzisiaj dla większości rodziców oczywiste są zdania nazywające emocje, kiedy dziecko płacze mówimy: „Widzę, że jesteś zdenerwowany”, „Widzę, że ktoś sprawił Ci przykrość”. Obserwuję wokół, iż w wychowywaniu odbyła się prawdziwa rewolucja. Wielu rodziców umie świetnie rozmawiać ze swoimi dziećmi, nazywać to, co czują – aktywnie słuchać. Odpowiadać na wiele potrzeb, zauważać te potrzeby. Ci, którzy jeszcze tego nie umieją, uczestniczą w różnych kursach, szkoleniach lub czytają książki. Większość świadomych rodziców wie, w którą stronę iść.
Tak się skupiliśmy na nazywaniu dziecięcych emocji i poszanowaniu ich, że czasem zacierają się granice już nie te widoczne, ale te emocjonalne. Tak samo jak dziecko ma postawione granice fizyczne, a my towarzyszymy mu i podejmujemy za nie wiele decyzji, nie pytając dwulatka, czy chce dotknąć gorącej patelni, tak samo powinniśmy stawiać jasne granice w świecie emocjonalnym. Tyle, że świat emocjonalny jest dużo trudniejszy do zobaczenia. Jest bardzo ulotny i często się zmienia, szczególnie u dzieci.
Pozwalamy dzieciom wyrażać emocje i pozwalamy podejmować decyzje. Niektóre decyzje są na miarę ich wieku. Przedszkolak może wybrać, czy chce założyć zieloną, czy niebieską bluzkę. Ale podejmowanie decyzji – na jakie zajęcia chce chodzić, a na jakie nie chce – nie jest na jego miarę. Prawdziwa burza emocji zaczyna się w wieku nastoletnim. Wtedy wiele decyzji nastolatek podejmuje pod wpływem uczuć lub po chwili zniechęcenia. Ale to wciąż wiek, w którym decyzje podejmują rodzice i również to oni nadal stawiają granice. Te granice to głównie kocyk na emocje, które szaleją i sprawiają, że nastolatek czuje się niepewnie, a my jako rodzice owijamy go tylko nam znanym kocykiem i mówimy: „Dasz radę”. W jakim wieku oddajemy pełną decyzyjność naszym dzieciom, czy nie wówczas, kiedy dostrzeżemy w nich cnoty cierpliwości, wytrwałości, umiejętność analizy oraz dojrzałość emocjonalną?








-640x470.jpg)





