Kategoria artykułów:

Nie widzę przeszkód

Opowieść o tym, jak dziecko z niepełnosprawnością zmienia i ubogaca życie całej rodziny, a rodzeństwo okazuje się najlepszą i najskutecznieją formą terapii.

Pewnego zimowego wieczoru panował – jak zwykle w naszym domu – wesoły rozgardiasz, jak to w rodzinie z 8 dzieci. W pewnym momencie wyłączono prąd i w całym domu zapanowała ciemność, a z nią cisza. Tylko w jednym kąciku trwała nieprzerwana zabawa. To nasz najmłodszy syn Staś nie potrzebował światła i tak jest do dzisiaj. Jest niewidomy. Właśnie wtedy przyszła mi do głowy myśl, że gdybym to ja urodziła się w świecie niewidomych, to byłabym kaleką. Nie umiałabym funkcjonować bez światła, nie słyszałabym i nie wyczuwałabym tego, co inni. Niewidomi rodzice pewnie zamartwialiby się o mnie i w trosce o moją przyszłość wysyłaliby mnie na różne terapie, aby pobudzić moje słabe zmysły. Zmuszaliby mnie do nauki brajla, bo myśleliby, że bez tego nie poradzę sobie w życiu. Ta chwila zmieniła moje myślenie o edukacji. Jeszcze wielokrotnie nasz niewidomy syn uświadamiał mi, jak jestem niepełnosprawna.

W mojej głowie pojawiło się pytanie, które z przedmiotów szkolnych będą dla Stacha w przyszłości użyteczne.

Od urodzenia Stacha, a raczej od momentu, gdy dowiedziałam się, że jest niewidomy, zastanawiałam się, jak będzie wyglądał jego rozwój, jak będzie się uczył siadać, chodzić, mówić... Przecież uczymy się głównie przez naśladownictwo! Niepotrzebnie się martwiłam. Wybawieniem okazała się nasza duża rodzina. Tu wszystko działo się samo. Stach ciągle był stymulowany i zachęcany do interakcji. Dzieciom nie przeszkadzało, że był niewidomy. Podawały mu zabawki, grzechotały, lulały, śpiewały. Rzadko kiedy Staś pozostawał sam. Nauczył się siedzieć w odpowiednim czasie, chodzić z lekkim opóźnieniem, mówić bez opóźnień. Nasze dzieci przyczyniły się też do tego, że nasz niewidomy syn nie boi się nowych przestrzeni, z radością i ciekawością je eksploruje. Wszystkie poradniki mówią o tym, że środowisko niewidomego ma być uporządkowane, aby on czuł się bezpiecznie i z łatwością mógł się odnaleźć w swoim otoczeniu. Kto ma dużą rodzinę, ten wie, że jest to niemożliwe. U nas ciągle przedmioty zmieniały i zmieniają swoje położenie. Gdy dzieci chodziły jeszcze do szkoły, nie byliśmy w stanie nauczyć ich, aby plecaki nie lądowały w przejściu. Staś musiał nauczyć się żyć z przeszkodami pod nogami, co przyczyniło się do tego, że dziś porusza się swobodnie w różnych przestrzeniach.

Chcesz przeczytać do końca?

Ten i setki innych artykułów są dostępne w subskrypcji.
Zdobądź dostęp do wszystkich treści, stań się częścią społeczności.
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze