Kategoria artykułów:

Zapiski mamy logopedki – rola relacji w diagnozie i terapii logopedycznej

Relacja to dla mnie jedno z ważniejszych słów zarówno w macierzyństwie, jak i w pracy. Mam przekonanie, że jeśli chcę pracować z dzieckiem, to nie da się tego zrobić bez bycia w pozytywnej relacji: z nim, z jego rodzicami, z rodziną. Dzięki temu możemy współpracować efektywnie i bez zbędnego stresu.

Pierwszy kontakt to ten z rodzicem. Jest on specjalistą w swojej rodzinie. Najlepiej zna swoje dziecko i chce dla niego tego, co najlepsze. Czasem rodzic wie, w którym kierunku iść, ma pomysł na terapię, widzi przyczyny i zależności, a brakuje mu narzędzi czy wsparcia. Innym razem zauważa trudność dziecka, chce je wesprzeć, ale nie wie jak. W obu przypadkach specjalista i rodzic mogą więcej, gdy będą działać razem, nie obok siebie, nie przeciwko sobie. Niestety, jeżeli specjalista patrzy na rodzica z góry, ocenia go, trudno o relację opartą na zaufaniu.

Budowanie relacji to proces. Zdarza się, że rodzic na pierwszym spotkaniu nie mówi o smoczku u trzylatka, o tym, że podaje czterolatkowi tylko papki. Przypuszczam, że boi się oceny. Wówczas relacja specjalista – rodzic trochę przypomina relację uczeń – nauczyciel. Specjaliście, który w swojej dziedzinie ma większą wiedzę, łatwo jest oceniać. Rodzic często ma swoje zdanie, ale wydaje mu się, że nie zawsze może je głośno wypowiedzieć. Moim zdaniem potrzebujemy odszkolnienia w tej relacji. Terapeuta ma wiedzę w pewnym zakresie, ale rodzic ma wiedzę o swoim dziecku. Mogą razem ustalać, co im odpowiada, a co nie, na co się godzą, co się sprawdzi w przypadku konkretnej rodziny, konkretnego dziecka.

Od dzieci możemy się dużo uczyć, są świetne w dbaniu o swoje granice. Jeśli chcą tylko się przyglądać, siedząc na kolanach mamy, to musimy to uszanować.

Zdarza się, że rodzic podaje więcej informacji na drugim, trzecim czy dziesiątym spotkaniu, bo tworzy się między nim a terapeutą bezpieczna relacja. Dlatego to nieocenianie jest bardzo ważne. W pracy i w życiu bardzo pomaga mi stwierdzenie, że każdy robi wszystko najlepiej, jak w danym momencie potrafi. Wiem, że rodzic miksuje posiłki (bo dziecko nic by nie jadło) z powodu wyjątkowo dużej nadwrażliwości w jamie ustnej. Podaje smoczek uspokajacz, bo może nie ma pomocy, potrzebuje chwili dla siebie. Włącza telewizor, bo ma dużo pracy, którą musi wykonać na czas. Większość rodziców chciałaby inaczej, ale nie mogą albo nie potrafią. Czasem nie wiedzą, że to, co robią, może być przyczyną trudności ich dziecka. I po to są specjaliści – żeby wytłumaczyć, pokazać, żeby wspomóc.

Chcesz przeczytać do końca?

Ten i setki innych artykułów są dostępne w subskrypcji.
Zdobądź dostęp do wszystkich treści, stań się częścią społeczności.
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze