Kategoria artykułów:

Domowe przedszkole

Uczęszczanie dziecka do przedszkola jest dziś społecznie postrzegane jako konieczność. Zaliczamy je do grupy rzeczy niezbędnych do rozwoju – jak gimnastyka czy nawet tlen. Niestety w obliczu całej tej narracji decyzję o tym, że okres przedszkolny dziecko spędzi w domu, uważa się stereotypowo za pozbawienie dziecka szans na dobry start. Czy „domowe przedszkole” to na pewno słabsza opcja?

Wiele zależy od konkretnego dziecka, jego potrzeb i sytuacji rodzinnej, która zawsze jest bardzo złożona. Dlatego też artykuł ten nie rości sobie praw do krytykowania jakiejkolwiek decyzji. Ma na celu raczej uwypuklenie zalet „domowego przedszkola”.

Bycie z dzieckiem i samodzielne dbanie rodziców o jego rozwój daje ogromną satysfakcję i przynosi mnóstwo cudownych chwil.

Co jakiś czas przeprowadza się statystyki na temat tego, jaki procent przedszkolaków w kraju uczęszcza do placówek. Dane te przedstawia się na tle takich samych ankiet przeprowadzanych w innych krajach. Komentujący sondaże pokazują zazwyczaj niekorzystanie z placówkowego nauczania przedszkolnego jako zjawisko negatywne i przejaw zacofania społecznego. Najczęściej podnosi się przy tym argument wyrównywania szans. A przecież wśród dzieci niechodzących do przedszkola są i takie (a może nawet stanowią większość?), których rodzice świadomie i nieprzymuszeni sytuacją zrezygnowali z posyłania maluchów do placówek. To indywidualna i przemyślana decyzja osób, których sytuacja pozwala na taki wybór i które postrzegają go jako najlepszą opcję dla swojego dziecka.

Dzieciństwo spędzone w domu czy w przedszkolu – przed tym dylematem stoi wielu rodziców.
fot. Małgorzata Trajdos

„Przedszkole” w domu jest przestrzenią, w której dziecko ma szansę w znanym sobie środowisku umacniać poczucie własnej wartości. „Chowasz go pod kloszem” – słyszą nieraz matki, które czują pozytywny klimat edukacji domowej i na nią się decydują. Nie da się jednak ukryć, że wczesne przykre interakcje z rówieśnikami, w których w porę nie pojawi się ratujący sytuację mediator, łamią słabe, niedojrzałe jeszcze poczucie własnej wartości. Edukacja domowa – nazwijmy nieco szumnie okres przedszkolny – pozwala usztywnić ten kręgosłup. To odpowiedź na częsty zarzut: „Dziecko musi zrozumieć, że nie wszyscy są mili, życzliwi i że życie tak nie wygląda” będący kolejnym zdaniem, które zdaje się zamykać przestrzeń do jakiejkolwiek wymiany poglądów i opinii.

Co dziś robimy?

Promuje się w dzisiejszych czasach pewien rodzaj intensywności. „Szczęśliwe dziecko to takie, któremu wypełnia się planowo czas najróżniejszymi zajęciami i atrakcjami. Broń Boże, aby się nudziło”. Trzeba wziąć głęboki oddech i nie poddawać się temu szaleństwu. Na spokojnie rozpoznawać pasje dziecka, szczególne zdolności. A odkrywa się je w sposób naturalny – po prostu podczas wspólnego (ale zarazem uważnego!) bycia razem. Mama jest mamą, a nie panią z przedszkola. Oczywiście warto mieć świadomość, czego dziecko powinno się nauczyć przed rozpoczęciem nauki w szkole (lub przed kontynuacją edukacji domowej na poziomie szkolnym). Warto zapoznawać się chociażby ze sposobami nauki czytania, ale być może odnajdziemy własny – na tę opcję zawsze warto być otwartym. Zaskakująco wielu rzeczy dzieci uczą się w sposób naturalny, a nie systemowy. Nie zawsze warto przejmować się, jeśli dziecko nie potrafi głoskować. Jeśli trafimy na opinię, że przez to nie nauczy się czytać, nie popadajmy od razu w panikę. Są dzieci, które najpierw uczą się czytać (i to bardzo wcześnie), a potem załapują, o co chodzi z tym całym głoskowaniem.

O wyższości samodzielnego rysowania nad kolorowankami też zawsze można dyskutować. Rysowanie czy malowanie (najlepiej na kartce większych rozmiarów) prowokuje do tworzenia, pobudza wyobraźnię i uczy postrzegać świat własnymi oczami. To bardzo ważne. Ale jeśli kolorowanie, które jest swojego rodzaju ożywianiem obrazka, sprawia dziecku wyjątkową przyjemność, to czemu nie? Zwłaszcza że to idealny moment na uwrażliwianie muzyczne i literackie. Puszczanie przy tym bajek w formie udźwiękowionych słuchowisk muzycznych czy audiobooków odpowiednich do wieku – to rozwijające i wyciszające zajęcie. Ciekawe programy i słuchowiska zarówno dla młodszych, jak i starszych kilkulatków proponuje w ciągu całego dnia Polskie Radio Dzieciom online (polecam przejrzeć ramówkę) czy serwis YouTube.

Stałe punkty dnia i pomysły spontaniczne

Wspomniane słuchowiska nie mogą oczywiście zastąpić rytuału czytania przez rodziców na dobranoc (czy o innej porze dnia). To ważny punkt, który dobrze jest wprowadzić na stałe. Dla dziecka ważna jest rutyna dnia, która dają poczucie bezpieczeństwa. Składa się na nią nie tylko wspólne czytanie, lecz także ścielenie łóżka czy pomaganie w kuchni (które z perspektywy rodzica bywa w rzeczywistości przeszkadzaniem, rozsypywaniem i rozchlapywaniem, ale i tak dobrze owocuje). Ten ostatni przykład to doskonały sposób na rozwijanie małej motoryki. Warto ją wzmacniać także poprzez ćwiczenie szlaczków i znaków, lepienia z różnych mas czy budowania z klocków.

Dzień urozmaicą spontaniczne pomysły na zabawę z tatą czy wyjście w gości. Napotyka się często na opinie, że to przez kontakt z rówieśnikami dziecko poznaje zasady regulujące społeczne relacje i zasady życia społecznego. Jednak liczna grupa rówieśnicza nie jest grupą prawdziwie naturalną. Rodzeństwo (starsze czy młodsze), kuzynostwo, rodzice, dziadkowie (bardzo ważna relacja!) miłe sąsiedztwo i (oczywiście!) znajomi w tym samym bądź podobnym wieku – to środowisko, w którym doskonale można obyć się z regułami życia społecznego. Nauczyć się dostrzegać potrzeby innych i czerpać satysfakcję ze spotkań oraz wspólnej zabawy. Nawet zwykłe codzienne zakupy z mamą czy tatą potrafią tak wiele nauczyć. Pamiętajmy też, że organizowanie spotkań ze znajomymi w celu wspólnej zabawy inaczej będzie wyglądać w rodzinie wielodzietnej, w której jest to potrzebne z mniejszą częstotliwością.

Wspólne wyprawy i samodzielna zabawa

Duża motoryka u dziecka także wymaga „zaopiekowania” przez rodziców. Nie oznacza to jednak, że nie poradzimy sobie bez przedszkolnej sali do gimnatyki. Parki, place zabaw, rowery i hulajnogi, wspólne wędrówki, gdy tylko jest ku temu okazja, tańce czy zajęcia gimnastyczne w okolicy – wszystko to jest dobre dla rozwoju ogólnego, w tym oczywiście wydolności oddechowej, krążeniowej i ogólnej sprawności. Wpływa także na nastrój i wzmacnia relacje. Nieoceniona jest tutaj natura; jej piękno i przestrzeń.

Skoro już mowa o przestrzeni – z tym również w każdej rodzinie jest inna sytuacja. W większym domu możliwe jest urządzenie specjalnego pokoju zabaw, ćwiczeń oraz zajęć, np. z pomocami w stylu montessoriańskim. Inaczej będzie w ciasnym mieszkaniu – tu potrzeba nieco więcej inwencji, organizowania przestrzeni do ćwiczeń gimastycznych czy innych zajęć. Łączy się to z nieustannym przearanżowywaniem przestrzeni pod potrzebę chwili, co nie oznacza, że nie warto podjąć tego wysiłku! Mały metraż to nie powód, by rezygnować z plusów „domowego przedszkola”.

Decyzja

Domowe przedszkole? Warto rozważyć! To przynosi obopólne korzyści, pomaga budować silne więzi. Bycie z dzieckiem i samodzielne dbanie rodziców o jego rozwój daje ogromną satysfakcję i przynosi mnóstwo cudownych chwil (mimo pojawiających się czasem przeciążeń, braku sił czy zwyczajnie gorszych dni). A dziecku daje poczucie bezpieczeństwa, możliwość swobodnego spędzania czasu, dużo wolności i okazję do wspaniałego rozwoju.

fot. Małgorzata Trajdos

0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze

KREDA SKLEP