W wakacyjnym czasie dobrze jest posiadać przy sobie zawsze małą apteczkę, żeby pomóc naszym dzieciakom, kiedy przytrafi się jakiś mały wypadek. Warto również wiedzieć, po co możemy sięgnąć, jeśli znajdziemy się w trudnej sytuacji, a dostęp do opieki medycznej będzie utrudniony. Przez lata wypracowałam sobie najmniejszą apteczkę na maksimum dolegliwości. I o to właśnie chodzi – mogę dzięki temu mieć ją zawsze przy sobie.
Jakie są moje niezbędniki? Co noszę zawsze przy sobie?
- kilka plastrów w różnych rozmiarach,
- mały bandaż,
- gazik,
- kilka stripów do poważnych ran,
- przyrząd do wyjmowania kleszczy,
- kilka malutkich buteleczek olejków eterycznych
- małą buteleczkę z olejem
To wszystko pozwala mi udzielić pierwszej pomocy moim dzieciom lub sobie samej (a to poważna sprawa, jeśli na wycieczce z gromadą ucierpi matka!).

Pamiętam, jak kiedyś pod schroniskiem użądliła mnie w rękę osa, a byłam sama z dziećmi (najmłodsze musiałam jeszcze nosić…). Olejek lawendowy bardzo mi pomógł i złagodził obrzęk, który – po użądleniu osy – potrafi być u mnie olbrzymi.
Dzięki podręcznej apteczce każde drobne skaleczenie jesteśmy w stanie szybko zaopatrzyć. To ważne nie tylko ze względu na ryzyko zabrudzenia rany. Zauważyłam, że dziecko zwykle odzyskuje siły i kończy wylewać łzy, jak tylko rana jest zabezpieczona.
Pamiętajmy, że nie każdy olejek eteryczny może być stosowany na skórę. Ważne, aby był czysty, pochodził z upraw ekologicznych lub ze środowiska naturalnego i nie zawierał żadnych domieszek ani rozcieńczalników. Używając olejków, pamiętajmy również, że nie wolno dawać ich do oczu, uszu i nosa, a jeśli przypadkiem się tam dostaną lub spowodują podrażnienie, to zawsze zmywamy je olejem, nigdy wodą. Woda spotęguje podrażnienie.












_Zwiedzamy_zamek_w_Trokach_na_Litwie-640x470.jpg)
_z_cyklu__Z_dzieci_cych_p_z_-640x470.jpg)





