Kategoria artykułów:

NIE TYLKO LITOŚĆ I TRWOGA, CZYLI DZIECIĘCE KINO MORALNEGO NIEPOKOJU

Filmy dla dzieci często kojarzą się z wesołymi treściami, zabawną fabułą, lekkimi żartami. Znajdziemy jednak wśród nich także dzieła trudniejsze w odbiorze. Mogą one budzić wątpliwość: czy powinniśmy epatować dzieci dylematami moralnymi, skomplikowanymi sytuacjami życiowymi albo problemami egzystencjalnymi… Czy słusznie? Przecież odczytując emocje bohaterów, dzieci stopniowo uczą się rozpoznawać także własne uczucia, lęki, niepokoje.

„I napisz, że najlepsze filmy to te, na których się płacze!” – namawiały mnie dzieci, gdy kończyłam tekst o filmach, które są kalos . Rzeczywiście, nagminnie zalewamy się łzami przed ekranem. Można by przyjąć, że to niegroźny rodzinny bzik, gdyby nie to, że koneserami gwałtownych, niekontrolowanych wzruszeń w zetknięciu z przedstawianą historią byli już wspominani ostatnio starożytni Grecy. Zastanawiam się, co Arystoteles powiedziałby, gdyby zetknął się ze sztuką filmową. Autor znamienitej Poetyki podkreślał, że prawdziwa tragedia „jest bowiem naśladowaniem nie ludzi, lecz działania i życia”. Sztuka ma zatem – w oparciu o przedstawiany mały wycinek rzeczywistości – odzwierciedlać odwieczne uniwersum. Słynną katharsis , „litość i trwogę” wobec realnego zła, które zagraża Dobru, ma wzbudzić nie przez opowiadanie o bohaterach, lecz poprzez ich działanie. Według Stagiryty przenikają nas do głębi nie tyle historie zasłyszane, co te przeżyte. Oczywiście, powieści również można przeżywać całym sobą, przechodzić przez kolejne zdania niczym przez realny, namacalny świat. Jednak dzieci z reguły czytają, jakby słuchały opowieści. Włączenie się w odczytywaną rzeczywistość, jakby było się jej integralną częścią, wymaga już znacznej dojrzałości. Dlatego tak jak książki mają nieocenioną wartość w szkole wyrażania uczuć, tak dobry film postrzegam jako nieoceniony warsztat odczuwania „ w ogóle”.

Ułomność w działaniu jest największą tragedią dla samego działającego. Nie ma widza, którego by ta prawda jakoś nie dotykała, budząc „litość i trwogę”. To jest ten moment, kiedy wszystko w człowieku zamiera. Dzieci wciskają mi się pod pachy, a ja zawczasu sprawdzam, czy mam chusteczki w kieszeni.

W dobrym filmie znajdziemy wszystko to, co cenił Arystoteles. Występuje w nim uporządkowany bieg zdarzeń (mythos ) oraz bohater, który ma odwagę rzucić wyzwanie przeznaczeniu (hybris ). Ów bohater musi nie całkiem świadomie popełnić błąd (hamartia ), który sprawi, że popadnie w nieszczęście. Warto pamiętać, że starożytni przez nieszczęście rozumieli sytuację, w której człowiek „nie może postąpić w dzielności i sprawiedliwości”. Zło, które bohater czyni, sprawia, że grzęźnie on na jakimś etapie wiedzy i dojrzałości – jego człowieczeństwo zostaje zniewolone. Nieszczęsny – czyni zło, choć zdaje się być bliski doskonałości. To jest ten moment tragedii, w którym zwykle odnajdujemy samych siebie. Człowiek w głębi odczuwa, że nieprawość czynów wynika nie z nikczemności, lecz z niedoskonałości w kierowaniu się cnotami. Przeniknięty helleńską kulturą św. Paweł, napisał: „Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę” (Rz 7, 19). Ułomność w działaniu jest największą tragedią dla samego działającego. Nie ma widza, którego by ta prawda jakoś nie dotykała, budząc „litość i trwogę”. To jest ten moment, kiedy wszystko w człowieku zamiera. Dzieci wciskają mi się pod pachy, a ja zawczasu sprawdzam, czy mam chusteczki w kieszeni. Już my wiemy, co dalej będzie z nami… I tu na scenie następuje moment anagnorisis – przejście bohatera od niewiedzy do poznania, przychodzi olśnienie. Zbanalizowany dziś zabieg deus ex machina w starożytności nie budził śmiechu ani zażenowania, ale utwierdzał ludzi w nadziei. Przemiana (peripeteia ), jaka dzięki tej interwencji z wysoka dotyka losu bohatera, pozwala widzom odetchnąć z ulgą i w ukojeniu spojrzeć tym razem już na swoje życie – z odwagą, szczerością i zrozumieniem, że nie jesteśmy sami, a Dobro i Prawda, choć nas przerastają, nie są przez to niedostępne. Dlatego właśnie najbardziej cenię filmy, które niosą z sobą katharsis dającą się spuentować: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20). Arystotelesowi przypisuje się pogląd, że katharsis to po prostu przyjemność płynąca z faktu, że spiętrzone uczucia lęku i grozy, wywołane przez sztukę, przemijają – widz odczuwa, że jest lepiej niż przed chwilą. Filozof widział w niej bardziej narzędzie społecznej terapii niż drogę uszlachetniania uczuć. Cóż, być może zmieniłby zdanie, gdyby mógł doświadczyć spiętrzenia uczuć w dzisiejszych horrorach…

Chcesz przeczytać do końca?

Ten i setki innych artykułów są dostępne w subskrypcji.
Zdobądź dostęp do wszystkich treści, stań się częścią społeczności.
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze

KREDA SKLEP