O tym, że leśna edukacja jest pilną potrzebą, pisze coraz więcej osób na całym świecie. Ostatnie dziecko lasu czy Nature Principle Richarda Louva stanowią ważny kamyczek do ogródka dedykowanego istocie dziecięcego rozwoju. Przedstawiane są prognozy, jak deficyt kontaktu z przyrodą wpłynie na pokolenie współczesnych dzieci. Coraz częściej można usłyszeć także głosy, niepoparte żadną literaturą ani badaniami, ale jednoznacznie podkreślające konieczność dostrzeżenia wagi przyrody w rozwoju. Najczęściej ukryta jest w nich tęsknota rodziców za własnym dzieciństwem. Teraz, jako dorośli, przypominają sobie z rozrzewnieniem chwile szczęśliwości związane ze wspinaniem po drzewach lub zwykłymi przyblokowymi trzepakami, z wymyślonymi podróżami do świata Indian czy po prostu z godzinami spędzonymi w terenie.

fot. Magdalena Lisak
Przebywanie na łonie przyrody przez długie godziny nie powinno być czymś dziwnym, stratą czasu czy zapchajdziurą.
Trochę jakby w odpowiedzi na takie sygnały pojawiają się różne inicjatywy: od bardziej formalnych (jak leśne przedszkola, pierwsze szkoły, różne programy edukacyjne prowadzone przez instytucje związane z obszarami chronionymi, na przykład parkami narodowymi) po mniejsze, okresowe wydarzenia (obozy, zielone szkoły, wyprawy).
Można sobie zadać pytanie: czego zatem brakuje? Dlaczego taki niedosyt, a właściwie niepokój pojawia się zarówno w stosunku do dzieci, ich rozwoju i przyszłości, jak i krajobrazu, przyrody, a co za tym idzie – świata?


















