Kategoria artykułów:

OGRÓD, W KTÓRYM ZABAWOM NIE MA KOŃCA

Jesteśmy częścią przyrody, choć coraz bardziej oddalamy się od niej. Szukamy wygód, szybkich rozwiązań, a zasłaniając się brakiem czasu, coraz częściej oglądamy zieleń tylko zza okna. Jedyna nadzieja to odnaleźć w sobie dziecko, które pragnie cały wolny czas spędzać na świeżym powietrzu. Jak stworzyć ogród, który wciągnie nas w dialog, a przed dziećmi otworzy wrota pełne inspiracji?

Dzieci spędzające dużo czasu w lesie charakteryzują się wysoką sprawnością i świadomością własnych możliwości.

Moje dzieciństwo było prawdziwą sielanką. Od najmłodszych lat podglądałam tatę, który jako zapalony ogrodnik hodował wiele warzyw i kwiatów. Powoli stawałam się małym pomocnikiem, maniakalnie zrywającym zielone pomidory i rzucającym się w olbrzymie kopce zrywanych słoneczną wiosną tulipanów, niczym w pachnącą pierzynę. Nigdy nie zapomnę zapachu groszku pnącego, szumu łanów zbóż i traw na łąkach ani miękkiej ziemi torfowej pod moimi małymi stopami. Podczas podróży, jakie odbywaliśmy z rodzicami, zawsze jednym z obiektów naszych zainteresowań były parki, ogrody, światowe wystawy projektowo-ogrodnicze. Kiedy wybierałam kierunek studiów, moje myśli często krążyły wokół architektury zieleni, temat był mi bardzo bliski i naturalny. Byłam zwolenniczką „profesjonalnych projektów” zrobionych od A do Z. Uważne wysłuchanie klienta, perfekcyjnie stworzony projekt z dobranymi detalami, pięknie wykonane wizualizacje czy szkice. Nie zostałam architektem zieleni, choć związałam się życiowo z projektowaniem.

Projekt idealny?

Pierwsze znaki zapytania dotyczące „idealnych projektów” przyszły w momencie oglądania nowo zrealizowanych ogródków przydomowych. Ilekroć natknęłam się na świeże realizacje, byłam zawiedziona. Większość tych realizacji wydawała się pozbawiona duszy, świeciła nudą i zionęła przewidywalnością. Oczywiście łatwo się domyślić, że ogród staje się malowniczy i piękny, gdy ma już swoje lata, że potrzeba czasu, aby zieleń zaczęła żyć swoim rytmem, a – początkowo niemalże wyrysowane od linijki – alejki stały się bardziej naturalne. Ale to jeszcze nie było sednem sprawy. Otrzeźwienie przyszło, gdy na świecie pojawiły się nasze dzieci. Moje przemyślenia projektowe uległy dużym zmianom, a obserwacja młodych użytkowników przestrzeni doprowadziła do wielu osobistych odkryć. Pragnę w tym miejscu zaznaczyć, że nie chciałabym zanegować zawodu architekta zieleni, widzę w nim wielką wartość i uważam, że design powinien służyć człowiekowi.

Nie zakładajmy utartych rozwiązań i pozbądźmy się dorosłych założeń co do aktywności w ogrodzie naszych dzieci. Nie zakładajmy, że maluchy najchętniej bawią się na zjeżdżalni, w piaskownicy i w plastikowym domku (im bardziej kolorowym, tym lepszym). Część z tych zabawek nudzi się tak szybko, jak te domowe.

Czytając o nowych trendach w projektowaniu ogrodów, hortiterapii i postulatach o ważności przebywania dzieci na świeżym powietrzu, uzmysłowiłam sobie, że na poczucie szczęścia w moim życiu ogromny wpływ miała i wciąż ma przyroda, przebywanie na jej łonie, ale także otwartość moich rodziców na swobodne doświadczanie ogrodu. Kiedy sama zostałam mamą, ogarnęła mnie wielka pasja towarzyszenia dzieciom w poznawaniu i doświadczaniu otaczającego je świata. Jedną z przestrzeni był, rzecz jasna, ogród. Spędzaliśmy tam większość naszego czasu. Mieliśmy przyjemność mieszkać przez kilkanaście lat przy dużym i leciwym ogrodzie. Kiedy odwiedzałam go jako dziecko, była to zadrzewiona łąka. Po latach, gdy korzystały z niego moje dzieci, był to piękny zarośnięty ogród z wieloma zakamarkami, starodrzewiem, starannie dobranymi krzewami i bylinami oraz malowniczymi rabatami. Ogród przeżył wiele naszych niesfornych pomysłów, nie tracąc swego piękna. Zrodziło się w nim dużo pytań. Jak długo może trwać fascynacja i ciekawość dzieci przestrzenią, która od A do Z jest idealnie zaprojektowana, ukończona i – z punktu widzenia najmłodszych – prawie wyłącznie do oglądania, a nie korzystania? Jeżeli każdy z nas ma siły twórcze, to w jaki sposób dzieci mogą je wykorzystać w ogrodzie? Ile można być zaciekawionym małą kwadratową piaskownicą, z której oczywiście nie wolno wysypywać piachu? Czy istnieje przepis na ogród marzeń dla dzieci oraz ich rodziców, zakładający realizację potrzeb wszystkich członków rodziny?

Miejsce dobre dla wszystkich

Kiedy kilkanaście lat temu odwiedziłam Sydney, zakochałam się w tamtejszych parkach. Trawniki soczystej zieleni, niezabrudzone odchodami pupili, alejki projektowane po okresie próbnym poprzez obserwację natężenia i kierunków ruchu pieszego, plantacje i rośliny zadbane w taki sposób, że zachwycają naturalnością, a nie ingerencją człowieka. Na trawnikach pełno ludzi w każdym wieku, a przed wejściem na jeden z nich tablica informacyjna z następującymi słowami: Proszę, wejdź na trawnik… Zapraszamy Cię także do wąchania róż, przytulania się do trawy, rozmów z ptakami, siadania na ławkach i piknikowania na trawnikach. To jest Twój Ogród i, w odróżnieniu od większości ogrodów botanicznych za granicą, wstęp do Królewskiego Ogrodu Botanicznego jest darmowy.

Możemy rozważyć, czy każdy z członków rodziny rzeczywiście jest zaproszony do przebywania i swobodnego działania we własnym ogrodzie. Swobodnie to znaczy, że są WSPÓLNIE ustalone zasady korzystania z przestrzeni i nie trzeba nikogo pilnować, upominać, bo każdy członek rodziny szanuje innych. To bardzo ważne w zastanym czy dopiero projektowanym ogrodzie – uwzględnić i przegadać potrzeby wszystkich: co lubią robić lub jak chcą odpoczywać. Wielokrotnie słyszałam zrezygnowanych rodziców, którzy nie widzą sensu w tworzeniu ogrodu, o którym marzą, ze względu na niszczycielską siłę ich dzieci. Widziałam także perfekcyjnie wymuskane i skoszone trawniki, nienaruszalne rabaty i nudzące się dzieci powątpiewające w sens istnienia ogrodu, w którym nic ciekawego nie da się zrobić. Tymczasem nawet w małym ogródku można stworzyć i połączyć różne strefy. Mam takie przeczucie, że trudniej nam, dorosłym, zgodzić się na kawałek błota, zarośniętych chaszczy i piaskownicę bez ramy. Sądzę, że myśli niejednego z nas krążą wokół pytania: jak będzie to wyglądało przy moim trawniku? lub obaw: znów będzie całe brudne. Trzeba wybrać. Czy ma wyglądać? Czy mamy być szczęśliwi i wypoczęci? Chciałabym zachęcić do prześledzenia, jak może wyglądać ogród, w którym nasze młodsze i starsze pociechy będą czuły się dobrze.

Pierwsze koty za płoty

Kiedy już zrobimy w rodzinie burzę mózgu na temat ogrodu, dajmy sobie czas na obserwację i weryfikację naszych przemyśleń. Nie zakładajmy utartych rozwiązań i pozbądźmy się dorosłych założeń co do aktywności w ogrodzie naszych dzieci. Jeśli mamy młodsze, niemówiące jeszcze potomstwo, zaobserwujmy, gdzie się bawi, jakimi ścieżkami chodzi, jakie aktywności lubi. Nie zakładajmy, że maluchy najchętniej bawią się na zjeżdżalni, w piaskownicy i w plastikowym domku (im bardziej kolorowym, tym lepszym). Część z tych zabawek nudzi się tak szybko, jak te domowe. Posłuchajmy każdego dziecka i spróbujmy zaoferować przestrzeń, która na danym etapie będzie sprzyjać rozwojowi. Co za tym idzie, zgódźmy się na to, że ogród będzie się zmieniać, bo my także się zmieniamy. Potraktujmy tę przestrzeń jak pracownię rzeźbiarską, w której wciąż czegoś ubywa i przybywa, tworzy się w zapale twórczym. Może w obecnym ogrodzie warto coś zmienić, niezależnie, czy jest wymuskany, czy porośnięty chaszczami i pozostawiony samemu sobie? Zebrawszy wiedzę o stronach świata, najczęstszym kierunku wiatru, istniejących roślinach, możliwościach czasowych na pielęgnowanie i naszych potrzebach, przystąpmy do działania.

Wspólne działania

Zaprośmy podopiecznych do wspólnych prac ogrodowych. Jeśli mamy przekopać część terenu, razem będzie szybciej i raźniej, nawet jeśli najmłodsi będą używać swoich małych łopatek. Grabienie liści, odśnieżanie, sadzenie, konstruowanie to nie tylko wspólna praca, wysiłek, dbanie o wspólne dobro, lecz także okazja do rozmowy i możliwość czerpania radości z przebywania razem. Zapraszając dzieci do naszych prac, dzielimy się naszym życiem, doświadczeniem i tym, co dla nas ważne. A wspólny czas to miłość. Dzieci mogą zaobserwować, jak wykonujemy swoją pracę, a one także będą doskonalić się w samodzielności, staranności oraz odpowiedzialności. Nawet jeśli płot będzie pomalowany mniej starannie, w warzywniaku zerwana rukola zamiast bazylii, a trawnik skoszony w niższym standardzie, niż byśmy sobie tego życzyli. Pamiętam pierwsze koszenie trawnika przez naszego syna. Dość duży teren miał skosić elektrycznym traktorem ogrodowym. Był tak zachwycony możliwością jeżdżenia dużym sprzętem, że przedłożył wartość i radość z szybkiej jazdy nad staranną pielęgnację trawnika. Był w euforii, podczas pracy uśmiech nie schodził z jego twarzy. Trawnik został skoszony błyskawicznie, zanim się obejrzał. Byliśmy mu bardzo wdzięczni, na koniec przeszliśmy po ogrodzie, oglądając rezultaty. Sam zauważył, że pozostało sporo kęp wysokiej trawy. Zaproponował, że następnym razem postara się wykonać pracę staranniej. Dostał tę fuchę i uwielbia to robić. Ma już swoje strategie, jak skosić, aby trawnik był pięknie przystrzyżony.

Chcesz przeczytać do końca?

Ten i setki innych artykułów są dostępne w ramach prenumeraty.
Zdobądź dostęp do wszystkich treści, stań się częścią społeczności.

Zyskaj dostęp online do wszystkich artykułów, które ukazały się na łamach Magazynu Kreda

Dostęp online do wszystkich artykułów oraz 4 kolejne wydania kwartalnika KREDA w wersji drukowanej prosto do twojego domu. Zamawiając prenumeratę stajesz się członkiem klubu KREDA. Sprawdź korzyści i dołącz już teraz.

0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze

KREDA SKLEP