Siedzimy sobie w damskim gronie przy ciepłej herbacie, za oknem śnieg, w domu tak przytulnie. Klimat sprzyja wspomnieniom. Znajoma opowiada, że pamięta z dzieciństwa, jak kobiety spotykały się po domach na szkubaczki. Schodziło się wtedy wiele kobiet ze wsi do jednego domu, siadały w izbie i szkubały pierze albo wykonywały inne prace domowe, a przy tym wszystkim śpiewały, bardzo dużo śpiewały. Czasem to były jakieś smętne ballady, piosenki o miłości, innym razem – bardziej radosne, związane z porą roku. Następnego dnia szły do domu innej kobiety i znowu gawędziły, śpiewały i szkubały kolejne partie pierza. W ten sposób zawiązywała się wspólnota, która w trudach się wspierała, dzieliła między sobą smutki i mnożyła radości. Nikt nie czuł się samotny, a pieśni przekazywały wiedzę i ludową mądrość kolejnemu pokoleniu.
Wcale nie tak dawno temu kobiety przestały się spotykać. Ludzie na wsiach niemal przestali hodować zwierzęta i uprawiać pola, bo jest to trudne i nieopłacalne, a pracę rąk ludzkich zastąpiły maszyny. Większość kobiet poszła pracować do zakładów i obcuje głównie z urządzeniami. W domach pojawiły się elektroniczne pudła, które sprawiają, że we wsi wieczorami widać w oknach tylko lekką, niebieską łunę. Tam, gdzie świeci się prawdziwe światło, można poznać, że toczy się życie, takich domów, uwierzcie mi, jest niewiele.










.jpg)



-640x470.jpg)


-640x470.jpg)

