Być rodzicem rodzeństwa jest dla nas szansą i to z dwóch powodów. Po pierwsze, gdy stajemy się rodzicem, dostajemy niepowtarzalną okazję do rozwijania siebie samych, zaś stając się rodzicem po raz kolejny, zyskujemy sposobność, by rozwijać i poszerzać wachlarz umiejętności. Po drugie, mamy okazję pomagać naszym dzieciom w budowaniu więzi, które mogą być dla nich wspierające. Obserwowanie tego, jak – poprzez nasze bycie z nimi – rosną ze sobą i piszą własną historię, jest szansą na doświadczenie poczucia spełnienia i sensu. Choć droga ta nie jest łatwa! Wie o tym każdy, kto ma więcej niż jedno dziecko.
Rodzicielstwo w ogóle nie jest proste. Dlatego otwarcie się i akceptacja wszystkiego, co pojawia się na naszej rodzicielskiej ścieżce, może wspierać nas i nasze dzieci w przeżywaniu życia w pełni. Natomiast tworzenie idealnej wizji kochających się braci i sióstr może być źródłem frustracji i oddalać nas od siebie.
Bycie rodzicem dzieje się tu i teraz i zawsze ma odniesienie do przyszłości naszych dzieci. Będąc z nimi dzisiaj przy śniadaniu, w zabawie, podczas ubierania się, na wspólnym spacerze, budujemy w nich umiejętności, z których będą korzystać kiedyś, w przyszłości (może jako rodzice).
Na co warto zwrócić uwagę, wybierając się w tę drogę?
Zacznijmy od naszych wspomnień. Jeśli masz rodzeństwo, przypomnij sobie, jak wam było razem. Jak spędzaliście czas? Jak wyglądały wasze relacje? Jak wyglądają dzisiaj? I jak wpłynęli na nie wasi rodzice i wy sami? Jeśli nie masz rodzeństwa, przypomnij sobie, jak patrzyłaś/patrzyłeś na rodzeństwo swoich znajomych, co myślałeś/myślałaś o tym, że jesteś jedynym dzieckiem swoich rodziców?
Dzieci uczą się przez obserwację. I to nie tylko obserwację tego, jak my rozwiązujemy konflikty między rodzeństwem albo jak rodzice dogadują się z dzieciakami, ale przede wszystkim poprzez obserwację tego, jak my, dorośli, różnimy się i dogadujemy między sobą.
Dzięki temu spojrzeniu możemy zobaczyć, jakie mamy przekonania na temat rodzeństwa i jakie pragnienia z nim związane, wreszcie: jakiego doświadczenia chcemy dla naszych dzieci, a jakiego nie chcemy.
Drugim krokiem może być refleksja: czego ja chcę dla moich dzieci? Na jakich aspektach ich relacji szczególnie mi zależy? O jakie chcę dbać? Co będę wspierać? A na co się nie zgadzam?
Wspólny początek
Pojawienie się w rodzinie drugiego dziecka jest szczególnym wydarzeniem. Myślę, że najbardziej szczególnym dla pierwszego dziecka. Być może z perspektywy małego człowieka to wydarzenie można podsumować tak: nagle pojawia się w domu ktoś, kto jest moim bratem czy siostrą, rodzice są zajęci, ludzie z otoczenia interesują się nowym mieszkańcem naszego domu, mówią mi, że teraz to już jestem duży/duża, że mam pomagać… i nie przeszkadzać, bo śpi, bo je, bo płacze... A ja? Czy ja się już nie liczę?
To jest ten moment, kiedy jako mama czy tata zaczynam być rodzicem rodzeństwa i moje reakcje, słowa, zachowania mogą pomagać bądź utrudniać rozwijanie relacji między dziećmi.
Co może pomóc w łagodzeniu tego napięcia, które wynika ze zmiany, w jakiej znajduje się rodzina? Morze empatii. Przede wszystkim dla siebie. Bo pewnie w głowie kołaczą się myśli: co nie tak zrobiłem/zrobiłam? Czy za słabo przygotowałam/przygotowałem moje dziecko? (Jakby można się było przygotować na życie i zmiany w nim). Dlaczego on/ona tak reaguje? Potrzebne jest też morze empatii dla dziecka, bo to wszystko jest dla niego nowe, może budzić niepokój, może cieszyć i za chwilę smucić, może motywować do tego, by stanąć na wysokości zadania i być dobrym bratem i dobrą siostrą, choć nie do końca jeszcze wie, co to znaczy. Cała gama emocji, doświadczeń i potrzeb. To wymaga naszej uważności i tworzenia przestrzeni na przeżycie tego wszystkiego, co się pojawia.
Dlatego pomyślcie i poszukajcie sposobów, które będą dla was wsparciem na początku wspólnej przygody. Może ciocia, wujek, babcia, dziadek, przyjaciele odwiedzą was i nowemu maluchowi powiedzą, że ma brata i/lub siostrę i że pewnie będą się razem bawić. Podkreślą przy tym, że bardzo kochają i lubią tego starszaka i że życzą mu, by ten nowonarodzony maluch pokochał swego starszego brata lub siostrę. Poproście, by zajęli się przez chwilę tym maluchem, żebyście mogli być na wyłączność dla pierwszego dziecka – to przecież było dla niego do tej pory naturalne. Zresztą czas na wyłączność każdego dziecka z każdym rodzicem jest bardzo cennym doświadczeniem dla budowania ich indywidualnej więzi. Doświadczanie siebie razem i osobno, posiadanie wspólnych i indywidualnych wspomnień jest tworzeniem naszej unikalnej historii.
Dzięki tym wspólnym doświadczeniom uczymy się być wśród ludzi. Uczymy się różnić i być razem, uczymy się wyrażać siebie i słuchać, uczymy się realizować własne potrzeby i uwzględniać innych. To są lekcje na całe życie – lekcje o byciu sobą wśród innych.
Naturalne uspołecznianie
W byciu razem będą pojawiały się sprzeczki, konflikty, różnice zdań. Są one czymś naturalnym. Naszą reakcją na te sytuacje możemy uczyć nasze dzieci, jak się różnić, jak rozmawiać, jak słuchać, jak uwzględniać różnice i wreszcie: jak znajdywać rozwiązania, które będą dobre dla nas wszystkich. To, co w zachowaniu dorosłych może być raniące dla dzieci, to