Kategoria artykułów:

STRACH MA WIELKIE OCZY

O rozumieniu obaw małego artysty i pomocy w oswajaniu jego lęku.

Moje dzieci muzykowały na długo, zanim zaczęły uczęszczać do szkoły muzycznej. Domowe zabawy z instrumentami wieńczyły zazwyczaj występy dla rodziny i znajomych. Występowanie i gra dla innych były dla nich zabawą, formą prezentu i atrakcji w domowej codzienności. Dlatego doskonale zapamiętałam sytuację, której byłam świadkiem, a która dała mi dużo do myślenia.

Czy każdy występ publiczny musi być obarczony paraliżującym stresem? © Jan H. Andersen

MAMO, JESTEM TOTALNIE ZESTRESOWANA!

Uczniowie pierwszej klasy podstawowej szkoły muzycznej występują z reguły na koniec roku dla swoich rodziców. To jest ich pierwszy, większy, publiczny występ. Nauczona doświadczeniem moja mała flecistka zaprosiła babcie, dziadków i kuzynów i wystąpiła z uśmiechem na scenie, zaliczając pomyślnie klasę. Pół roku później, by zaliczyć pierwszy semestr drugiej klasy, musiała wziąć udział w „przesłuchaniach półrocznych”, zwanych potocznie egzaminami. Występ ten odbywał się bez udziału publiczności, a jedynym słuchaczem była komisja, złożona z nauczycieli tego przedmiotu. Kiedy przyszłyśmy pod salę, gromada dzieciaków z instrumentami w dłoni i wypiekami na twarzy tłoczyła się pod salą koncertową, szepcząc, komentując, podgrywając urywki co trudniejszych miejsc. Towarzyszyli im rodzice, nie mniej spięci i poruszeni. Co dziesięć minut salę opuszczało kolejne dziecko, promieniejąc uśmiechem albo zalewając się łzami, bo „nie wyszło”. Pozostali oczekiwali w napięciu na efekt kolejnego występu, zasypując wychodzących pytaniami „i co?”, „bałaś się?”, „co dostałaś?”, „co mówili?”, „pomyliłaś się?”. Czasem jakiś doświadczony rodzic zapytał „jak ci poszło?” albo „czy jesteś z występu zadowolony?". Atmosferę niepokoju podsycała każda porażka, nieudany występ, potknięcie. „Mi też na pewno nie wyjdzie”, „pewnie się pomylę” słychać było z różnych stron. Dzieci, którym towarzyszyli rodzice, miały „fory” – czasem ktoś rozsądnie tłumaczył – „dlaczego ma ci nie wyjść? Przecież wszystko umiesz!”. Te, które przyszły na egzamin same, stały pod ścianą, ściskając swój instrument i oczekując na jedyną przychylną im osobę – nauczyciela (który jako członek komisji pojawiał się co jakiś czas przed drzwiami, by wprowadzić kolejne dziecko na scenę). Zostawiłam moją flecistkę pod salą na pięć minut, podczas których musiałam zanieść rzeczy do szatni i poinformować akompaniatora o gotowości do występu. Kiedy wróciłam, moja córka oświadczyła, że jest „totalnie zestresowana” i „na pewno jej źle pójdzie”. Na pytanie, kto jej powiedział, że jest „zestresowana” i skąd w ogóle zna takie słowo, odparła – że wszystkie koleżanki „się stresują” i ciągle o tym mówią, więc ona też zaczęła. Tak oto po półtora roku nauki w szkole i niemal czterech latach muzykowania moje dziecko przeżyło inicjację lęku związanego z egzaminami. To wątpliwej jakości doświadczenie zawdzięczało nie samemu występowi, nawet nie „przesłuchaniu” czy „ocenie” postępów w grze na instrumencie, tylko… psychologii tłumu.

KIEDY EGZAMIN JEST STRESUJĄCY?

Rozpoczynając pracę nauczyciela, doskonale pamiętałam początki swoich występów. Strach zdarzał się najczęściej podczas audycji i dużych koncertów, zwłaszcza gdy zmuszona byłam wysłuchać całej niemal klasy, czekając na swoją kolej. Lodowate ręce, niemożliwość pogrania przed występem, przećwiczenia najtrudniejszych fragmentów sprawiały, że koncertowanie dla publiczności było dla mnie dużym wyzwaniem. Nieco inaczej odczuwałam sytuacje egzaminów. Rozsądek mówił mi, że jeśli ćwiczyłam pilnie przez pół roku, nie ma możliwości, żebym nie zagrała utworów dobrze. W ten sposób uspokajałam obawy. Do tego przed egzaminami mogłam spokojnie rozgrzać palce we własnej sali i upewnić się, że wszystkie trudne miejsca mi wychodzą.

Kiedy egzamin może wywoływać w dziecku niepokój? Wtedy, kiedy jest wielką niewiadomą. Jeśli dziecko przystępuje do przesłuchań po raz pierwszy, nie do końca orientuje się, jak wygląda sala, w której będzie występowało, gdzie ma stanąć, czy ma się ukłonić, czy tylko powiedzieć dzień dobry, co znaczy słowo komisja i co jest oceniane podczas jego występu.

Dlatego w pierwszych latach nauki warto w zwykłych rozmowach tłumaczyć dziecku samą ideę semestralnego występowania przed innymi. Doświadczony nauczyciel przed każdym egzaminem organizuje jedną z lekcji w sali egzaminacyjnej, próbując wejście, przywitanie, ukłon i całe wykonanie utworów. Tłumaczy, jak zachować się na wypadek pomyłki lub innych nieoczekiwanych zdarzeń (np. rozstrojenia instrumentu). Pojedyncza lekcja jednak nie wystarczy. Potrzeba, aby temat gruntownie przerobić z kimś zaufanym: rodzicem, rodzeństwem, babcią. Dziecko, występujące przed jakąkolwiek publicznością, powinno wiedzieć, że swoim występem może się pochwalić, pokazuje, czego nauczyło się w tym roku, jakie piękne piosenki potrafi zagrać. I, co najważniejsze – ma świadomość (potwierdzoną wielokrotnie przez nauczyciela, rodziców i innych domowych słuchaczy), że POTRAFI dobrze zagrać swój program. Tej świadomości posłużą domowe koncerty, występy-próby przed znajomymi albo symulacje egzaminów. Bardzo przydatną pomocą (a przy tym świetną pamiątką) może być nagrywanie filmów z takimi występami. Obejrzane, uświadomią dziecku, że rzeczywiście jest dobrze przygotowane i nie musi się obawiać. Rozmawiając z dzieckiem, powinniśmy podkreślać, że to nie ono jest oceniane. Obserwowana jest jego praca, rozwój, postęp oraz umiejętności nauczyciela. Ono ma tylko przyjść i zagrać, by pokazać, czego się wspólnie nauczyli.

Chcesz przeczytać do końca?

Ten i setki innych artykułów są dostępne w subskrypcji.
Zdobądź dostęp do wszystkich treści, stań się częścią społeczności.
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze