Kategoria artykułów:

NATCHNIONE SZALEŃSTWA

Skarby do odnalezienia, mapy do odczytania, zadania do wykonania – to przepisy na przygodę. Mogą się przydać na czas urodzin lub gdyby nuda za bardzo chciała się rozgościć w pochmurny dzień.

Na początek pasowałby chyba cytat z Pigmaliona – dramatu autorstwa Georgeʼa Bernarda Shawa. „Czymże jest życie, jeśli nie szeregiem natchnionych szaleństw? – Trzeba tylko umieć je popełniać! A pierwszy warunek: nie pomijać żadnej sposobności, bo nie zdarzają się co dzień”. Można oczywiście udowodnić, że nie jest to pełna definicja naszego istnienia, niemniej mówi o ważnym pierwiastku. Zabawa to element obecny w życiu człowieka od zarania ludzkości. Dla dorosłych to bardziej dodatek, na który przy obowiązkach niekoniecznie można znaleźć czas. Wszyscy jednak wiedzą, że rozrywka od czasu do czasu to potrzebny rodzaj odpoczynku, że potrafi ona dodać energii, a jej długotrwały brak nie jest bez znaczenia dla kondycji psychicznej. Dla dzieci zabawa to wręcz zasadniczy element życia, mocno wpływający na rozwój, budujący relacje. Zabawa z koleżankami i kolegami, rodzeństwem, zabawa z rodzicami, dziadkami, zabawa w różnego rodzaju grupach, a nawet zabawa w pojedynkę potrafi przynieść mnóstwo frajdy, poprawić nastrój czy dać okazję do tak potrzebnego dzieciom wysiłku fizycznego lub – pobudzając umysł – pomóc w rozwoju intelektualnym. Może też służyć, jak najbardziej, tylko temu, żeby była po prostu kupa zdrowego śmiechu i radości. Po prawdzie to powinno być jej pierwsze zadanie.

Rodzic uroczyście odczytuje, co skrywała karteczka z numerem 2 lub 5. „Z klocków lego wybuduj teatr”, „Napisz wiersz o tęsknocie za wakacjami”, „Narysuj królestwo na Marsie” czy w końcu kontrowersyjne: „Posprzątaj pokój”.

Są takie momenty, gdy pomysł na dobrą zabawę jest szczególnie potrzebny – na przykład urodziny dziecka, gdy honorowymi, głośnymi i ruchliwymi gośćmi są „mniej więcej rówieśnicy”. Być może dla dorosłego to radosne towarzystwo nie oznacza bynajmniej odpoczynku, ale czego się nie robi z miłości. Urządzanie urodzin dla swojego dziecka może być radosnym wyzwaniem, okazją do oderwania się na trochę od myśli o pracy, kredycie i szwankującym zdrowiu. Dziś, gdy tak często wiele osób wykupuje dzieciom identyczne urodziny w restauracjach typu fast food i basenach z kulkami, można gości zaskoczyć zabawą według autorskiego scenariusza rodzica solenizanta. Inną okazją do zorganizowania ciekawej zabawy dzieciom jest kiepska pogoda w weekend lub ponury wieczór listopadowy. Zapowiedzią dobrej zabawy będzie, gdy rodzic – prawdę mówiąc niezależnie od pogody – ogłosi, że urządza dziś... Rambit. Ta propozycja łączy miłe z pożytecznym do tego stopnia, że niektórzy dorośli nie do końca wierzą, że taki sposób na spędzenie dnia dzieci mogą lubić. A jednak! Ale o tym za moment. Najpierw o innej zabawie...

Skradziony prezent

Propozycją zabawy zarówno na niepogodę, jak i na urodziny jest poszukiwanie skarbu. Przy brzydkiej pogodzie będzie ona raczej tylko dla domowników i odbędzie się w domu. Przy okazji urodzin będzie mogła mieć wiele wariacji i znacznie większy teren rozgrywki. Wtedy akcja może się rozwijać poza domem, a udział w niej może wziąć udział trochę statystów – chociażby znajomi starszego rodzeństwa. „Czy nie zechciałbyś być w sobotę rano wstrętnym trollem, który pilnuje nieswojego skarbu?” – takie pytanie rzucone w słuchawkę kumplowi wbrew pozorom może się spotkać z zainteresowaniem. W wolnym tłumaczeniu: „chodź, porobimy coś głupiego, a przy okazji moja młodsza siostra będzie miała mnóstwo radości”. Poszukiwanie skarbu w domu jest proste do przygotowania. Pierwszy list prowadzi do kolejnego – z kolejną wskazówką. Np. „Kolejny list znajdziesz w zamrażalniku”. Natomiast ten z zamrażalnika obwieści, że „Następny list znajdziesz w szufladzie ze skarpetkami” albo „w książce Poczet Królów Polski – strzeże go Jadwiga”. Dobra zabawa to przynajmniej trzydzieści liścików. Skarbem może być drobiazg. Frajdę daje samo poszukiwanie. Niektóre listy może trzeba będzie wykupić u rodzica piosenką albo prawidłowym rozwiązaniem łamigłówki. Przygotowując listy, pamiętajmy o pisaniu drobnym druczkiem na odwrocie (dla siebie samych) informacji, gdzie list ma być schowany – jedna pomyłka, jedno niespójne ogniwo i cała zabawa leży.

Wysiłek fizyczny wszystkim poprawia humory, uczestnicy wracają głodni i chętnie zjedzą coś konkretnego, nie rozsadzając mieszkania.

Przy okazji urodzin celem może być znacznie większy skarb i tutaj wchodzą w grę przeróżne urozmaicenia zabawy. Wychodzimy w teren – to ważne udogodnienie, zwłaszcza gdy dysponujemy niewielkim metrażem, a rozbrykanych gości ma przyjść pokaźna liczba. Może nas niestety zawieść pogoda, ale w sumie zmartwieniem jest plucha i deszcz. Mróz już nie stanowi tak wielkiej przeszkody. Poszukiwanie skarbu zaczyna przypominać podchody. Wychodzi w teren grupa trolli, piratów lub kogo tylko chcecie – w każdym razie tych „złych”. Pozostawiają oni list, że ukradli prezent urodzinowy. Trollami może być tata ze starszym rodzeństwem lub wujkiem czy wspomnianą młodzieżą, która lubi dziwne akcje. Zostawiają ślady – strzałki lub wiadomości. Po jakimś czasie wyrusza druga grupa. Solenizant, goście jubilata i oczywiście ktoś dorosły (np. mama). Idą po strzałkach i wskazówkach, a na trasie napotykają różne przeszkody i atrakcje. Mogą trafić na „dobre drzewo”, które na gałęzi, w woreczku trzyma dukaty (mogą być narysowane i powycinane z papieru). Za te dukaty w pobliskim sklepie dzieci dostaną drożdżówki albo lody na dalszą drogę. Muszą tylko ekspedientce podać hasło. Np: „Poszukiwacze skarbu są głodni” albo „Przebrzydłe trolle!”. Wszystko wcześniej jest ustalone i opłacone, ale na gościach jubilata z pewnością zrobi wrażenie zakup za dukaty z przyjaznego drzewa. Park lub miejski lasek są doskonałą metą i miejscem znalezienia skarbu, który z krzaków obserwują trolle bądź piraci. Skarb stoi pięknie zapakowany w widocznym miejscu. Gdy jubilat i jego drużyna ruszają w kierunku skarbu, z krzaków wyskakują uzbrojeni w patykowe miecze ci „źli”. Oczywiście jeśli jest obawa o zachowanie wzroku wszystkich uczestników zabawy, to bitwę na patyki można zastąpić jakimś wyzwaniem. Strzelaniem z łuku do tarczy, trafianiem szyszkami w drzewa, konkursem na taniec wojowników – czymkolwiek. Jubilat ostatecznie oczywiście dostaje prezent, nie ma rzecz jasna mowy o innym scenariuszu. Drużynie jubilata również należą się chociaż nagrody drobiażdżki – pamiątki zwycięstwa. Potem idziemy do domu na posiłek i tort, śpiewając po drodze pieśń zwycięzców.

Cukierkowe drzewa

Scenariusz z poszukiwaniem skarbu może się powtórzyć w kolejnym roku w innej scenerii (np. całkowicie miejskiej), ale można też wyruszyć na podbój okolicznej przyrody z inną zabawą: w poszukiwanie cukierkowych drzew. Przed drużyną jubilata wychodzą ciut wcześniej jedna lub dwie osoby z torbą cukierków, które mają przywiązane do papierków nitki z gotową pętelką. Doskonale nadają się do tego dróżki wzdłuż rzeki, leśne ścieżki zdrowia lub inne alejki, przy których drzewa wyciągają swoje gałęzie nie za wysoko. Jubilat idzie wraz z drużyną i rozgląda się, szukając na gałęziach słodkości. Może niekoniecznie muszą zjadać wszystko od razu. Koniec trasy to leśna polana lub urokliwe miejsce w parku, gdzie znowu jubilatowi można odśpiewać sto lat i wręczyć główny prezent. (Goście swoje już wręczyli, stawiając się na zbiórce przy domu). Wysiłek fizyczny wszystkim poprawia humory, uczestnicy wracają głodni i chętnie zjedzą coś konkretnego, nie rozsadzając mieszkania. Aby usiedzieli, zwłaszcza na niewielkiej przestrzeni przy stole, trzeba ich czymś zająć aż do podania posiłku. Co można zrobić?

Posiłek bez strat w naczyniach

Zorganizowane zabawy w plenerze mogą być niezapomnianą przygodą!
fot. Małgorzata Trajdos

Oczywiście zabaw grupowych na siedząco jest całe mnóstwo, ale na rozgrzewkę dobra jest całkiem zwyczajna rozmowa. Każdy z uczestników mówi coś o sobie, odpowiadając na – powiedzmy – trzy pytania. Reszta słucha. Przykładowe pytania: „Jakie jest twoje największe marzenie?”, „Kim chciałbyś zostać w przyszłości?”, „Jaką chciałbyś mieć supermoc?”. Posiłek już prawie gotowy, ale brakuje jeszcze dziesięciu minut. To może zabawa w „Ani tak, ani nie”. Prowadzący dorosły zadaje kolejno dzieciom pytania, a one muszą odpowiedzieć, nie używając ani słowa „Tak”, ani „Nie”. Mogą odpowiadać „Owszem”, „Ależ skąd”, „Oczywiście” itp. Przykładowe pytania: „Czy byłeś kiedyś na Marsie?”, „Czy lubisz lody truskawkowe?”, „Czy byłaś kiedyś na bezludnej wyspie?”, „Czy marchewka jest pomarańczowa?”. Zawsze w zanadrzu zabawą na przetrzymanie towarzystwa może być „Piraci zabrali”. Pierwsza osoba mówi np. „Piraci zabrali prezent”, a potem kolejne osoby powtarzają od początku wszystko i dokładają jeszcze jedną rzecz od siebie. Odpada ten, kto się pomyli. Zajmując żywiołowe towarzystwo zmęczone nieco spacerem i skupione na grze pamięciowej, zwiększamy szansę na zachowanie naczyń w całości. Dobrze mieć w domu książkę z przepisami na gry towarzyskie. Wspaniałą propozycją takiego zbioru jest W to mi graj . Autorka – Joanna Glogaza – poświęciła jej wiele serca i... czasu na zabawę! Podpatrywała, a następnie spisywała pomysły z przeróżnych miejsc.

Rambit

Ci, co pamiętają, jak dinozaury zaglądały nam w okna, szukając czegoś do jedzenia, kojarzą także z pewnością jeden z nielicznych teleturniejów dla młodzieży nadawany w latach 80. ubiegłego wieku. Nazywał się Rambit. Rywalizujące ze sobą drużyny młodzieżowe trafiały tam na wyzwania sportowe oraz sprawdziany wiedzy i zagadki naukowe. Dwie ostatnie kategorie kryły się w ścianie z szafek. Reprezentant drużyny podawał numerek drzwiczek, zza których chce wyjąć zadanie lub pytanie. Ponumerowane drzwiczki lub półki w szafie, gdzie każdy numerek może skrywać fajne lub... mniej fajne zadanie, to bardzo ekscytująca sceneria gry – zapewniam. Zadań może być 5 lub 6, w zależności od tego, jak one są długie i ile mamy półek. Od razu uprzedzam, że po kilku godzinach tej zabawy na uczestnika musi czekać nagroda. Jaka? Tego już nie podpowiem. Wiem tylko, że dzieci potrafią się cieszyć z drobiazgów i nawet dla takich drobiazgów są gotowe podjąć się wszystkich zadań z półek. Uczestnik gry staje przed półkami i podaje numerek. Rodzic uroczyście odczytuje, co skrywała karteczka z numerem 2 lub 5. „Z klocków lego wybuduj teatr”, „Napisz wiersz o tęsknocie za wakacjami”, „Narysuj królestwo na Marsie” czy w końcu kontrowersyjne: „Posprzątaj pokój”, „Zabaw młodsze rodzeństwo przez godzinę” lub „Zrób porządek w szufladzie ze skarpetkami. Za każdą odnalezioną parę – 1 punkt. Zdobądź przynajmniej 10 punktów”. Okazuje się, że jeśli sprzątanie jest jednym z zadań w ramach zabawy, idzie dzieciom o wiele sprawniej (w ogóle idzie!) niż wtedy, gdy po prostu rzuca się hasło o sprzątaniu. Tu oczywiście rodzeństwo ze sobą nie konkuruje. Wiadomo, że każdy prędzej czy później tego dnia wykona wszystkie zadania.

Pamięć dzieciństwa

Wielu naukowców badając pamięć z okresu dzieciństwa, zajmuje się pamięcią nie do końca świadomą i kwestią zacierania się wspomnień. Dlaczego taką trudność sprawia przywiedzenie na myśl pierwszego wspomnienia z dzieciństwa, a gdy się ma cztery czy pięć lat, to wydarzenia sprzed roku czy nawet wcześniejsze jesteśmy w stanie opowiadać ze szczegółami? „Tyle atrakcji ci urządzaliśmy – mówiła ze śmiechem jedna z mam do swojej nastoletniej córki – a to wycieczka do ZOO, a to lody, a to nowa lalka, a to balonik z helem, o wyjazdach w góry i nad morze nie wspominając, a tak niewiele możesz sobie przypomnieć! W sumie po co się człowiek męczył?!”. Oczywiście nie trzeba być naukowcem, by po prostu wiedzieć, że mnóstwo pogodnych wydarzeń w dzieciństwie kształtuje osobowość. I nawet jeśli dziecko po 10 roku życia ma z nich tylko krótkie migawki albo nie pamięta nic – na pewno warto było to wszystko organizować. Towarzyszące wydarzeniom emocje wzmacniają pamięć o nich. Warto więc – ot, banał – by radości i śmiechu było jak najwięcej.

Udostępnij artykuł:
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze

KREDA SKLEP

Newsletter #kredateam

Zapisz się na nasz newsletter i odbierz prezent: pełne wydanie Kreda „Neurodydaktyka” w wersji PDF

Wpisz poniżej swoje dane, a my wyślemy prezent na Twoją skrzynkę e-mail.

Podanie powyższych informacji jest równoznaczne z zapisem na newsletter Kredy. Możesz wypisać się w dowolnym momencie.

Jeżeli po raz pierwszy rejestrujesz się w naszym systemie, potwierdź Twój adres e-mail. W tym celu kliknij potwierdzenie w wiadomości e-mail, którą do Ciebie wyślemy. W kolejnej wiadomości otrzymasz prezent. Jeżeli wiadomość nie dotarła do Twojej skrzynki, sprawdź folder spam lub inne foldery: oferty, powiadomienia, itp.