Kategoria artykułów:

Rywalizacja i zwycięstwo

Gra terenowa w lesie, zwana podchodami, to jedno z najbardziej emocjonujących wspomnień mojego dzieciństwa. Było nas zwykle po kilka osób w każdej drużynie. Jedna drużyna uciekała, zostawiając strzałki z gałęzi, kamyków, narysowane na piasku czy ziemi, oraz rozkładając wiele liścików z zadaniami. Każdy liścik był opatrzony numerem, więc jeśli jakiś po drodze ominęliśmy, to trzeba było wracać i szukać dalej. Gra kończyła się wówczas, kiedy wszystkie zadania były wykonane, a uciekająca drużyna odnaleziona. Wskazówkę, gdzie jej szukać, zawierał zwykle ostatni liścik. (Do dziś nie wiem, kto właściwie w tej grze wygrywał, ale zabawa była przednia). W drużynach byli i mniejsi, i więksi, potrzebowaliśmy rozległego terenu i fajnych kryjówek. Jedna rozgrywka potrafiła trwać kilka godzin, choć bywały też krótsze. To była zabawa, w której bycie młodszym nie odgrywało dużej roli, bawili się wszyscy i wszyscy równie dobrze.

Odwiedzamy przyjaciół, zasiadamy do stołu i zaraz na stole ląduje planszówka. Też macie takich znajomych? Rozmowa toczy się podczas gry. Taki ich rodzinny rytuał, w którym biorą udział goście. Planszówka jako dodatek do emocjonującej rozmowy. Rozgrywamy jedną partię, potem drugą. Za chwilę zmiana gry. W samej rozmowie jest więcej emocji niż w graniu, ale przynajmniej nie ma nigdy niezręcznej ciszy, cały czas coś się dzieje. Rozmowa i gra toczą się równolegle.

Jest między szóstą a siódmą rano w sobotę, do naszej sypialni ktoś puka. Zaraz otwierają się drzwi, nasz syn nie czeka na sygnał, czy może wejść i czy już na pewno aby nie śpimy – tylko z radością i wielką fascynacją w głosie mówi: „Zgadnijcie, w ile czasu ułożyłem kostkę Rubika”. Ja ledwo otwieram oczy i zalewa mnie to charakterystyczne uczucie wściekłości, kiedy chcę wreszcie pospać chwilę dłużej, a dzieci mi nie dają. Syn widzi nasze zaspanie i pomimo tego informuje nas donośnym głosem: jedną minutę i dwie sekundy. Cieszę się, że przeżywa kolejną fascynację, ale dlaczego rozwój dzieci zawsze odbywa się kosztem snu rodziców? Mija niedługa chwila i wbiega znowu. I znowu z tym samym pytaniem! Tym razem jedna minuta i pół setnej sekundy. No ewidentnie rywalizuje sam ze sobą. Próbuje pokonać siebie, pobić własny czas. Widać, że sprawia mu to ogromną satysfakcję. Rywalizuje sam ze sobą, ze sobą sprzed kilku minut. Codziennie może znaleźć jakąś dziedzinę, w której będzie za wszelką cenę dążył do pobicia własnych rekordów.

Dzieciaki biegają po ogrodzie, grają w berka zaklepanego. Co chwilę słychać, jak berek (osoba, która ma szukać) na głos odlicza do 50, kiedy inni się chowają. Wiek tu nie gra roli, bawią się maluchy i nastolatki, choć wiadomo, że maluchy muszą mieć jakieś fory. Najwięcej jednak jest dzieci w wieku 10-12 lat i to one najbardziej rywalizują. Co jakiś czas po dobiegnięciu do wyznaczonego drzewa i zaklepaniu któryś z pokrzywdzonych „świeżych” nastolatków wybucha dramatycznym płaczem lub krzykiem „Oszukujesz! Ja byłem pierwszy!”. Widać, że bycie pierwszym jest tu najważniejsze, przynajmniej w pewnej kategorii wiekowej. Że nie zabawa się liczy, a zwycięstwo.

Dla jednych najważniejsza jest rywalizacja, dla innych zwycięstwo, choćby nad sobą samym. Ale jest też całkiem spora grupa, która po prostu dobrze się bawi towarzysko, korzystając z różnego rodzaju gier. Do której grupy należysz ty, a do której grupy należą twoje dzieci?

0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze

KREDA SKLEP