Podczas studiów pedagogicznych brałam udział w fakultatywnych zajęciach o nazwie Lifelong Learning, podczas których został wyświetlony film Alfabet (2013, reż. E. Wagenhofer). Ten dokument mimo upływu lat zapadł mi dokładnie w pamięć, a przykłady w nim przedstawione często służyły jako argumenty w dyskusji o kształcie edukacji, zasadności i efektywności edukacji domowej lub szeroko rozumianej kreatywności.
W filmie wypowiadają się praktycy, między innymi: Ken Robinson (brytyjski pedagog, lider do spraw rozwoju kreatywności i innowacyjności), Andreas Schleicher (niemiecki naukowiec zajmujący się szkolnictwem, koordynator międzynarodowego programu uczniowskiego PISA), Gerald Hüther (niemiecki neurobiolog, autor książek popularnonaukowych), Arno Stern (urodzony w Niemczech francuski pedagog, twórca Malortu), André Stern (syn Arno, samouk, który nigdy nie chodził do szkoły).
Słowa powyższych autorytetów idealnie opisują rzeczywistość, w której się poruszamy – szkoły przypominają fabryki masowo produkujące podobnych sobie absolwentów, najlepsze wyniki wcale nie oznaczają najlepszego wykształcenia, a zasoby, z którymi przychodzimy na świat, są niszczone przez kolejne stopnie edukacji.
Według badania zaprezentowanego w Alfabecie wszyscy rodzimy się geniuszami. Bycie geniuszem oznacza nic innego, jak umiejętność posługiwania się myśleniem dywergencyjnym (rozbieżnym). Objawia się ono chociażby w testowaniu różnych możliwości rozwiązania konkretnego problemu, udzielaniu wielu odpowiedzi na jedno pytanie, patrzeniu na daną kwestię z różnych perspektyw.
















-640x470.png)



