Zimowe ferie w małym miasteczku. Studyjne kino zaprasza dzieci na filmowe poranki. Repertuar – niespodzianka. Lubimy ten kinematograficzny dreszczyk, więc idziemy, nomen omen , w ciemno. Jeszcze z prawa i lewa szeleszczą paczki chipsów, jeszcze ktoś konspiracyjnym szeptem błaga, by mu palców nie deptać, a już mroki widowni przeszywa blask z ekranu i ryk czołówki. Jakieś zwierzątko zrobione na „coś dziwnego” wpada ślizgiem na pierwszy plan, w widowiskowy sposób robiąc sobie straszną krzywdę, reszta bohaterów głupawo rechocze, ktoś beknął, do tego wszyscy krzyczą zamiast mówić i są przeraźliwie nadpobudliwi. Trafiony – zatopiony. Dreszczyk ustępuje miejsca gęsiej skórce. Znam ten rodzaj rozrywki i wiem, że kompletnie mi nie odpowiada. I wtedy dociera do mnie szept z okolic mego łokcia: Mamo, z tym filmem coś nie kalos... Chodźmy stąd.
Ciemnym okopem między rzędami foteli, pod ostrzałem decybeli dźwięku i imbecyli treści, dokonaliśmy odwrotu, ewakuując tę naszą garsteczkę niepozornej ludzkości. To był pamiętny pierwszy raz, kiedy klasyczne miary i proporcje, na różne sposoby i z różnym przekonaniem przybliżane przeze mnie dzieciom, świadomie zostały przez nie użyte jako praktyczne narzędzie oceny rzeczywistości.
Jest w slangu młodzieżowym takie mocno kontekstowe wyrażenie „nie halo” – niezawodny Słownik Języka Polskiego PWN objaśnia jego znaczenie jako ‘nie w porządku’. A myśmy je w naszej rodzinie po prostu shellenizowali. Starożytni Grecy byliby zachwyceni. Dla nich kalos oznaczało coś, co jest piękne. Co istotne, ci wyczuleni na harmonię ludzie w oczywisty dla siebie sposób łączyli Piękno z Dobrem. Filozofowie antyczni nie umieli „pomyśleć” tych dwóch wartości rozdzielnie – etykę i estetykę traktowali jako dwie strony tej samej monety. Piękno to było dla nich Dobro, które widać. Według Platona o Pięknie mówimy w obliczu doskonałości duszy, po nim stoicy dopowiedzą, że doskonałość ta wyraża się w harmonii człowieka z rozumem, naturą i samym sobą. Aby osiągnąć w swoim rozwoju Piękno, a tym samym dostąpić w życiu szczęścia, konieczne jest poznanie Dobra. Już Sokrates uważał, że każdy jest wewnętrznie zobowiązany, by zdobyć tę wiedzę. Platon zaś wręcz głosił, że wiedza o tym, czym jest Dobro, jest nam wrodzona, posiada ją i podąża za nią na swój sposób już nawet niemowlę. To poparte wewnętrznym przynagleniem dążenie do posiadania Dobra sprawia, że człowiek doskonali się w działaniu według wartości i dojrzewa do ideału opartego na czterech cnotach: mądrości, męstwie, opanowaniu i sprawiedliwości. Tę ostatnią nabywa w wyniku osiągniętej harmonii pierwszych trzech. Krótko mówiąc, doskonałość polega na tym, by poznać miarę wszystkich rzeczy (Dobro) i umieć ją stosować w praktyce do wszystkich rzeczy. Jednak tylko człowiek wolny w swoich dążeniach oraz wyborach, niezależny od namiętności i mężny wobec słabości, ma szansę osiągnąć to poznanie. W oparciu o te założenia powstała kalokagatia (kalos k’aghatos= piękny i dobry), grecki wzorzec wychowania do szczęścia, które polega na umiejętności rozumnego działania, czyli realizowania cnót i wartości w praktyce. Według Arystotelesa już samo praktykowanie cnót – życie w taki sposób, by nie były one tylko przedmiotem poznania, ale przede wszystkim podstawą działania – jest sprawianiem dobra.














-640x470.png)



