Kategoria artykułów:

NA POMOC NIEMOCY

O towarzyszeniu w trudnościach w czytaniu, cierpliwości, zaangażowaniu i wielkiej radości ze zbierania owoców wspólnego wysiłku.

Miło usłyszeć słowa: „Mamo, nie mam co czytać” po ledwie wczoraj rozpoczętej kolejnej powieści. Głód czytania i przeniesienia się w świat książek jest codziennością wielu dzieci. W naszym domowym budżecie funkcjonuje oddzielna rubryka na książki. Często kupujemy hurtowo, łącząc zasoby z bibliotecznymi czy dziadkowymi zbiorami, a i tak powyższe słowa nie są rzadkością w naszej rodzinie.

Od wielu lat głośno jest na temat czytania. Zastraszające informacje o niskim poziomie czytelnictwa wśród Polaków nie są optymistyczne. Kiedy usłyszeliśmy w połowie roku od nauczyciela, że nasz najstarszy syn nie powinien zdać do drugiej klasy (w szkole podstawowej!), bo nie umie czytać i nie poradzi sobie z trudniejszymi pisemnymi poleceniami w zadaniach klasy wyższej, ostatecznie przejrzeliśmy na oczy, że w tradycyjnej edukacji, pomimo dużych oczekiwań i nadziei wobec małej szkoły Montessori, nie ma miejsca na jednostkę i podążanie za dzieckiem. W ciągu jednego dnia odsuwana dotąd decyzja o edukacji domowej została podjęta. Chcieliśmy osobiście towarzyszyć naszym dzieciom w rozwoju i poznawaniu świata – z poszanowaniem ich zdolności, temperamentów i kierunków zainteresowań.

Od pierwszych chwil życia naszych dzieci oglądaliśmy, opowiadaliśmy, a następnie czytaliśmy im książki. Uwielbiały to i nadal garną się do wspólnego rodzinnego czytania. Książki w naszym domu są niemalże wszędzie, łącznie z miejscem na kanapie – jak przystało na ważnego członka rodziny.

Dużo też czytamy, a ze względu na tempo powiększającej się biblioteki coraz częściej wybieramy je w formacie elektronicznym, choć nadal papierowa wersja jest dla nas wyjątkowa. W domu, w którym nie ma telewizora, filmy ogląda się rzadko, a z Internetu korzysta się przy pracy, wydawałoby się, że są doskonałe warunki dla początkujących moli książkowych.

Jeśli można powiedzieć , że rodzicielstwo jest pasją, to właśnie my tego doświadczamy. Pomimo kierowania się zasadami rodzicielstwa bliskości i wielkiej frajdy, jaką czerpaliśmy ze spędzania czasu z naszymi dziećmi, zrozumieliśmy że mając pociechy w placówce, mało je znamy. Kiedy zaczęliśmy na co dzień spędzać więcej czasu ze sobą, przede wszystkim staraliśmy się obserwować i dużo rozmawiać. Okazało się, że syn bardzo chce móc czytać, tyle że nie wychodzi mu tak, jak by sobie tego życzył. Jego potrzeba była na tyle silna, że zaczęliśmy szukać ze zdwojoną siłą przyczyn trudności syna, wciąż obserwując jego aktywności.

Widok dziecka sięgającego po kolejne książki – bezcenny!

Chcesz przeczytać do końca?

Ten i setki innych artykułów są dostępne w ramach prenumeraty.
Zdobądź dostęp do wszystkich treści, stań się częścią społeczności.

Zyskaj dostęp online do wszystkich artykułów, które ukazały się na łamach Magazynu Kreda

Dostęp online do wszystkich artykułów oraz 4 kolejne wydania kwartalnika KREDA w wersji drukowanej prosto do twojego domu. Zamawiając prenumeratę stajesz się członkiem klubu KREDA. Sprawdź korzyści i dołącz już teraz.

0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze

KREDA SKLEP