„Wyciszamy telefony...! Albo lepiej będzie, jak wyjmiemy bateryjki...!”
Nikt z moich uczniów gimnazjalistów nie miał wątpliwości i nie dyskutował z moją, zdawać by się mogło, absurdalną prośbą. Cisza, jaka panowała wokół, była nieprawdopodobnie przejmująca.
Siedzieliśmy na sali w filharmonii warszawskiej. Był jesienny wieczór 2015 roku, Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina.
Kilka dni wcześniej usłyszałam w radiu dźwięki fortepianu... Co my tu jeszcze robimy? To nic, że nie mamy wykupionych biletów, to nic, że mieszkamy w górach, to nic, że być może nikt z nas nie jest jeszcze wirtuozem ani nawet wielkim miłośnikiem muzyki poważnej. Moja kochana klasa nie pierwszy raz gotowa była w jednej chwili podjąć decyzję, spakować do plecaków eleganckie ubrania i śpiwory, przekonać rodziców, że to ma sens i wyruszyć w drogę.
Wszystko to było możliwe dzięki ogromnej gościnności pani dyrektor z gimnazjum na ulicy Startowej oraz pana Jacka, który o każdej porze dnia i nocy, przy okazji naszych wyjazdów do stolicy, otwierał nam szkołę, żebyśmy mogli na poddaszu mieć dla siebie kawałek podłogi. A my wpadaliśmy na kilka dni do Warszawy i odwiedzaliśmy ludzi, którzy nas inspirowali i chętnie dzielili się swoimi pasjami, otwierali przed nami swoje pracownie i laboratoria, kawiarnie oraz firmy, pokazując swoje „żywioły”.










.jpg)


-640x470.jpg)




