Zosia (lat dziesięć) od kilku dni zaszywa się w pracowni od samego rana. Pracę planuje sama. Wie, kiedy chce zacząć, ma dużo pasjonującej pracy. Zaglądam przed południem zaciekawiona ciszą panującą od dłuższego czasu. W słonecznym świetle córka siedzi pośród rozrzuconych książek historycznych, atlasów, albumów o koniach i czasach średniowiecznych. Znajdują się tam pozycje typowane dla dzieci i młodzieży, ale także poważniejsze książki, chociażby album architektury romańskiej i studium nad modą na przestrzeni wieków. Panuje twórczy nieład, młodsze rodzeństwo wbiega, a Zosia jakby świata nie widziała. Rysuje, słyszę energiczne posunięcia markerów, flamastry w kolorach ziemi, ochry i zieleni tańczą w jej dłoniach.

Antonia mając cztery lata, tworzy opowiadania złożone z wielu stron-slajdów. Są na nich same rysunki. Przeżywam zachwyt nad nieodgadnioną wyobraźnią dziecięcą i umiejętnością przelania jej na papier z uchwyceniem nastroju i dramaturgii. Pomimo wielokrotnego przekładania kartek zawsze wie, w jakiej kolejności powinna być opowiedziana historia. Nawet po długim czasie nieoglądania każda z jej historii opowiedziana jest w swoim pierwszym zamyśle. Każdy szczegół ma swoje niezmienne miejsce.
Dwunastoletni Staszek szuka formy dla swoich pierwszych wypracowań z angielskiego. Stara się używać tylko znanych sobie czasów, nad słownictwem pracuje, wyszukuje. Pisze o lotnictwie, marzeniu o zostaniu pilotem. Zdania po zdaniu budują się, ale brakuje mu obrazu. Może dlatego że w porównaniu do wypracowań w języku polskim, te w angielskim są jeszcze krótkie i potrzebują dopowiedzeń. Do każdego akapitu tworzy duże rysunki. Opowiadanie w języku angielskim nabiera kolorów i mięsistości za sprawą pięknych technicznych ilustracji.













-640x470.jpg)



