Podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca.
Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.
Ryszard Kapuściński
FAJNA JEST TA PRZYRODA
Jakiś czas temu wracaliśmy wspomnieniami do wczesnego dzieciństwa dwóch starszych braci: z pewnym zdumieniem, ale też poczuciem czegoś niepowtarzalnego, przypomniałam sobie, jak potrafiliśmy spędzać poza domem po kilka godzin dziennie. Początkowo wędrowaliśmy po spokojniejszych zakątkach miasta: drugie śniadanie często wypadało między jednym placem zabaw a kolejnym, często także wpadaliśmy po szybkie zakupy do sklepu spożywczego i zaopatrywałam nas w prowiant nadający się do zjedzenia porą obiadową, ale w terenie. Było w tym wędrowaniu wiele swobody: bieganie do upadłego, skoki po kałużach i śmiech zamiast płaczu, kiedy spodnie były mokre aż po pas, wspinanie się na drzewa, dłubanie patykami w wodzie czy błocie, przestrzeń. Z biegiem czasu okazało się jednak, że ciągnie mnie coraz dalej od miasta; tam, gdzie śpiew ptaków i szemranie wody w korycie rzeki górują nad odgłosami ożywionych ruchem ulic. Wiele też zmieniło pojawienie się Joachima, naszego czwartego syna. Jako pierwszy z braci nigdy nie zapałał przywiązaniem do piaskownicy i dłuższego zasiedzenia się w jednym miejscu. Dość szybko poczułam więc, że skoro w mieście wszystkie ścieżki mamy już wydeptane, a huśtawka i plac zabaw to (dla niego) ostatnie przedmioty zainteresowania, trzeba wyruszyć dalej. A Dalej zawsze mnie pociągało.















_Zwiedzamy_zamek_w_Trokach_na_Litwie-640x470.jpg)


_z_cyklu__Z_dzieci_cych_p_z_-640x470.jpg)

