Kategoria artykułów:

PLANOWANIE ZAJĘĆ W EDUKACJI DOMOWEJ

Edukacja domowa w rodzinie wielodzietnej to piękne doświadczenie, ale i wyzwanie. Planowanie – uwzględniające zarówno podstawę programową, jak i indywidualne predyspozycje, pasje, wiek i charakter konkretnego dziecka – pomaga w realizacji celu, jakim jest zdobycie wykształcenia.

Siedziałam ostatnio na korytarzu Domu Kultury, czekając na córkę, która miała w tym czasie zajęcia. Zazwyczaj coś wtedy czytam, jednak tego dnia zaczęłam rozmawiać z inną mamą, która przyprowadziła swoje pociechy. Jak to zazwyczaj bywa między mamami, rozmowa zeszła na dzieci i edukację. Gdy moja rozmówczyni dowiedziała się, że mam wspólnie z mężem ósemkę dzieci, które uczą się w domu, powiedziała te słowa, które zapewne i wam, drodzy czytelnicy, zdarzyło się nie raz usłyszeć: „Naprawdę? Jak to ogarniasz? Musisz być świetnie zorganizowana...”. Te trzy zdania sprawiły, iż zaczęłam się zastanawiać nad tym, co kiedyś było dla mnie niemałym wyzwaniem, a co dziś robię niemal podświadomie.

Nauczanie początkowe w naszych warunkach to przede wszystkim mnogość gier, zabaw, bycia na świeżym powietrzu oraz wspólnego czytania. To bycie razem, kształtowanie nawyków dotyczących uczenia się.

Moje dzieci nigdy nie chodziły ani do przedszkola, ani do szkoły. Jedynie najstarsza córka przez pół roku chodziła do ogniska przedszkolnego, gdzie posłaliśmy ją trochę wbrew sobie, ale za to w dobrej wierze, aby nie pozbawiać młodej osoby kontaktu z rówieśnikami (wiadomo – „socjalizacja”). Gdy złożona kolejnym wirusem siedziała w domu, zaczęłam szukać dla niej w Internecie jakichś kolorowanek. Zupełnie przypadkiem trafiłam na informacje o edukacji domowej oraz na pierwsze forum edukatorów domowych. Czytałam, podpatrywałam i uczyłam się. Doszłam do wniosku, że przyda się nam uporządkowany plan dnia. Próbowałam wtedy przeszczepić rozkład dnia jakiegoś przedszkola na nasz domowy grunt. Ze średnim powodzeniem. Wiadomo, dom to nie przedszkole. Niemniej jednak już wtedy pojawił się pierwszy ramowy plan. Szczerze mówiąc, zatarło mi się już trochę w pamięci, co dokładnie robiliśmy. Nie przyszło mi wtedy do głowy, aby zapisywać to, co przerabiamy, ani to, co planuję zrobić. O planowaniu zajęć jeszcze wtedy nie myślałam, po prostu robiłyśmy to, co akurat przyszło mi do głowy. A pomysłów miewam sporo! Jednym z nich było wprowadzanie liter w oparciu o metody polisensoryczne.

Sytuacja zaczęła się zmieniać, gdy rozpoczęliśmy formalną edukację domową. Tęsknię do tamtego okresu. Przede wszystkim ze względu na wolność, która nierozerwalnie kojarzy mi się z homeschoolingiem. Starałam się zawsze rozpocząć naukę około godziny dziewiątej rano i w okolicy południa mieliśmy już wolne. Zakres materiału, który danego dnia przerabiały dzieci, sugerował nam podręcznik oraz kolejne pory roku. Sam podręcznik szybko zmieniliśmy, gdy okazało się, że nie spełnia moich wymagań i kompletnie nie odpowiada dzieciom, a ponadto po prostu nas ogranicza. Gdy najstarsza córka była w czwartej klasie, młodsza w drugiej, a syn zaczynał pierwszą, zupełnie zrezygnowałam z podręczników. Wspominam ten czas najlepiej ze wszystkich minionych lat, jakie przeżyliśmy w edukacji domowej. Zakres materiału określała przede wszystkim podstawa programowa wyrażona w wymaganiach egzaminacyjnych, które otrzymaliśmy ze szkoły. Nie były to żadne pytania egzaminacyjne, nic z tych rzeczy. Były to wypisy z podstawy programowej rozpisane dla każdej klasy osobno. Cudowna szkoła, do której wtedy dzieci były zapisane, nie sugerowała żadnego podręcznika, choć na egzaminach zdarzały się pytania z konkretnej książki. Nasza praca polegała na tym, że omawialiśmy temat po temacie. Drukowałam dla dzieci mnóstwo materiałów, z których później robiły notatki lub rzeczy do zabrania na egzamin, typu lapbooki, plakaty, modele etc . Powstał nawet zrąb kolekcji strojów średniowiecznych.

Od piątej klasy pojawiły się podręczniki. Nie do końca były one pożądane, jednak staliśmy się wtedy średnio-wielodzietną rodziną z piątką dzieci i taki był wymóg sytuacji. Wtedy też zaczęłam planować zajęcia z wyprzedzeniem, żeby starsze dzieci nie czekały na mnie bezczynnie i nie traciły czasu, gdy ja zajęta byłam maluszkiem. Nadal opieraliśmy się na wymaganiach ze szkoły. I tak pozostało do dnia dzisiejszego...

Przystępując do planowania zajęć, powinniśmy sobie postawić pytanie o cele, które nam – rodzicom, dziadkom i opiekunom – przyświecają. Jak wiemy, egzaminy kwalifikacyjne, które nasze dzieci mają obowiązek zdawać na koniec roku szkolnego, sprawdzają jedynie stopień realizacji podstawy programowej. Jeśli zatem pragniemy pochwalić się przed rodziną oraz znajomymi „czerwonym paskiem” naszych latorośli, to opanowanie podstawy programowej dla danej klasy jest niezbędne. Mnie jednak takie podejście odstrasza. Edukacja domowa to przede wszystkim wolność. Dlatego co jakiś czas rozmawiam z moimi uczniami, aby dowiedzieć się, jakie mają zainteresowania, czy jest jakiś temat, który interesuje ich bardziej, a może borykają się z jakimś problemem. Czasami dzieci zajmują się rzeczami „obok” podstawy programowej. Zdarza się, choć nie jest to zasadą, że na egzaminie dzieciaki są pytane tylko z zakresu podstawy dla danej klasy, bywa nawet, że z konkretnego podręcznika. Są na szczęście i takie sytuacje, kiedy nauczyciel egzaminujący ma odwagę wyjść poza podstawę i pyta o te wszystkie rzeczy „obok”. Zdarza mi się towarzyszyć moim dzieciom podczas egzaminu ustnego, w takich sytuacjach widzę, że zarówno uczeń, jak i nauczyciel odczuwają pewnego rodzaju satysfakcję i autentyczną radość, odnajdują wspólny język, któremu podstawa programowa nie przeszkadza. Przede wszystkim musimy pamiętać o tym, że każde dziecko (którego wychowanie i nauczanie jest naszym obowiązkiem, ale i przywilejem) to człowiek o odrębnych wymaganiach, różnorodnych zainteresowaniach, często obdarzony niezłym charakterem, sporymi uzdolnieniami bądź posiadający szczególne potrzeby edukacyjne.

Z ręką na sercu przyznaję, że nie czytam podstawy co roku. Mam ją gdzieś z tyłu głowy. Przede wszystkim obserwuję moje dzieci oraz zmiany w otaczającym nas świecie. To moje dzieci są dla mnie głównymi autorami podstawy programowej.

Chcesz przeczytać do końca?

Ten i setki innych artykułów są dostępne w subskrypcji.
Zdobądź dostęp do wszystkich treści, stań się częścią społeczności.
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze

KREDA SKLEP