W tym krótkim przeglądzie rodzicielskich motywacji, chcieliśmy przedstawić całą różnorodność decyzji o przechodzeniu na edukację domową. Na dobrą sprawę o każdym z przypadków można by napisać oddzielną historię.
Od kilku lat coraz więcej uczniów przechodzi na naukę w ramach edukacji domowej. W roku 2007 było ich w Polsce około sześciuset, a w 2018 – ponad trzynaście tysięcy. W większości są to uczniowie szkoły podstawowej. W tym wypadku ciężar decyzji zwykle biorą na siebie rodzice. Pragniemy podzielić się naszymi doświadczeniami z rozmów, jakie od ponad dziesięciu lat prowadzimy z opiekunami dzieci, którzy zastanawiają się nad edukacją domową.
Jedenaście lat temu, gdy na zloty ED przyjeżdżało do nas 10-20 rodzin, mogliśmy usiąść w kręgu i podzielić się odpowiedziami na pytanie „Dlaczego decydujemy się jako rodzina na edukacje domową naszych dzieci?”. Dzisiaj na nasze zloty ED przybywa ponad pół tysiąca osób, więc trudno o tak kameralne rozmowy i wymianę refleksji. Mamy, na szczęście, okazję, aby nadal rozmawiać z wieloma zastanawiającymi się rodzicami, być świadkami ich determinacji lub dylematów. Dlatego też w niniejszym artykule pragniemy podzielić się naszą wiedzą i doświadczeniami dotyczącymi motywacji, jakimi kierują się rodzice wybierający edukację domową dla swoich dzieci.

Zdecydowanie przez ostatnie jedenaście lat bardzo zmienił się charakter motywacji, a także tło społeczne podejmowanych decyzji. Pamiętamy, kiedy na początku naszej pracy z edukacją domową pierwsi rodzice przyjeżdżali na egzaminy. Patrzyliśmy na nich jak na nieświadomych podejmowanego trudu herosów, owładniętych jakąś szaloną wizją. Później okazywało się, że za ich przyjazdem do nas stała często bardzo normalna, czasami smutna rzeczywistość. Trudno było im podjąć decyzję, najbliższa rodzina komentowała i mówiła, że „wydziwiają”, „że się w głowie poprzewracało”, „że dziecko na dziwaka wychowają” itp. W poradniach i szkołach zwykle bardzo odradzano takie posunięcie i często utrudniano, argumentując, że rodzic nie jest fachowcem, specjalistą, że nie ma czasu, nie podoła, nie umie.
Jednym z podstawowych argumentów na rzecz podjęcia edukacji domowej było bezpieczeństwo dziecka. Chodziło zwłaszcza o sytuacje samotności w wielkiej szkole lub rodziny przeprowadzonej w nowe miejsce, najczęściej na wieś, gdzie ich pociecha nie została zaakceptowana przez środowisko rówieśnicze. Zdarzały się też sytuacje, że jakaś przypadłość dziecka, często bardzo naturalna (typu wielka ruchliwość, tendencja do zadawania licznych pytań) powodowała odrzucenie przez grupę i zniecierpliwienie nauczycieli. Mieliśmy wrażenie, że w tych sytuacjach bezpieczna szkoła w pobliżu zmieniłaby decyzję rodziców i chętnie powierzyliby dziecko pod codzienną opiekę szkole. Ten rodzaj motywacji bardzo się w ostatnich latach zmienił i zaczęły przeważać inne.
Dużą grupę stanowili zawsze rodzice, którzy byli bardzo określeni światopoglądowo. Myślimy tu zarówno o kontekście religijnym, jak i systemowym. Częstymi argumentami było wydobycie dzieci z miejsc, w których dominuje unifikacja i nieustające uśrednianie, a co za tym idzie – indukowanie przez szkoły zachowań konformistycznych. Postrzegano to nie jako winę (w każdym razie nie główną) nauczycieli, a bardziej struktury, w której dzieciaki musiały przebywać, nauczyć się żyć, akceptować ją i postępować zgodnie z jej otwartymi i ukrytymi przesłaniami. Nauczycieli postrzegano często jako biernych uczestników tego procesu, którzy z powodu charakteru systemu nie bardzo mogą coś zmienić. W kontekście religijnym dla wielu rodziców szkoła po prostu działa sprzecznie z podstawowymi zasadami ich wiary. Spotykaliśmy członków różnych wyznań chrześcijańskich. W większości wypadków są to osoby bardzo mocno zaangażowane w życie swoich Kościołów lub ruchów społecznych i organizacji pozarządowych.














_Zwiedzamy_zamek_w_Trokach_na_Litwie-640x470.jpg)




