Kategoria artykułów:

A może by tak ruszyć na Questy?

Rodzinne wypady na łono przyrody – czy to będą góry, doliny, morze czy las – to, jak wiadomo, zawsze dobry pomysł. Zaś rodzinne wypady plenerowe w ciekawe miejsca, z zagadką w tle, już jakiś czas temu okazały się u nas strzałem w dziesiątkę.

Questy, bo o nich mowa, sprawdziły się nawet w trakcie spędzania czasu w towarzystwie prawie nastoletnich dzieci (myślę, że samym nastolatkom także się spodobają), które bywają kapryśne i wymagające, nie zawsze ochoczo współpracują z rodzicami i młodszym rodzeństwem, mają już przecież „swoje sprawy” (co z drugiej strony jest rzeczą naturalną, rozwojową)… Aby utrafić w gusta wszystkich członków rodziny, same spacery, podziwianie piękna przyrody, wędrówki dla sportu i pogawędek mogą okazać się niewystarczające… Z kolei zabawy na napotkanych placach zabaw, rzucanie kamyków do kałuży, obserwacje wiewiórek itp. są zarezerwowane raczej dla młodszych dzieciaków. Przy „starszyźnie” musi się po prostu dziać coś jeszcze...

Nawet deszcz nie przeszkadza dzielnym questowiczom!

Na Questy – Wyprawy Odkrywców – trafiliśmy zupełnym przypadkiem, spędzając wolny czas w okolicach Beskidu Wyspowego. Aura nas wówczas nie rozpieszczała. Czasem słońce, czasem deszcz. Potem deszcz, deszcz i znowu deszcz. Oczywiście można, a nawet wypada grać wówczas w planszówki, „puzzlować”, czytać, opracowywać inne domowe rozgrywki. Jednak my, kierując się zasadą, że podobno nie ma złej pogody na spacer, postanowi­liśmy mimo wszystko pozwiedzać okolicę i nacieszyć się świeżym powietrzem (w końcu byliśmy na wsi). Potrzeba chwili oraz zupełny traf sprawiły, że mąż w zakamarkach Internetu natknął się na mapy Questów dla rejonu, w którym przebywaliśmy. Po krótkim zapoznaniu się z tematem (tu odsyłam na stronę www.questy.org.pl) wydrukowaliśmy sobie mapki, wierszowane ulotki, wskoczyliśmy w stroje przeciwdeszczowe i ruszyliśmy w trasę.

Gra plenerowa, którą sobie zafundowaliśmy, nieoczekiwanie bardzo nas wciągnęła. Każdy znalazł coś dla siebie. Najstarsza córka koncentrowała się na wskazówkach przybliżających nas do odnalezienia skarbu, rozwiązywała zagadki i z naszą pomocą krok po kroku łączyła kolejne elementy układanki. Młodszemu podobało się po prostu uzupełnianie swojej broszurki. Wsłuchiwał się również w historie i sekrety związane z odkrywanym miejscem. Najmłodsze dziecię chłonęło wszystko dookoła (jakby intuicyjnie wyczuwając atmosferę fajnej przygody): począwszy od kałuż, błota, czerwonych szyszek, ślimaków, a skończywszy na napotkanych większych zwierzakach, takich jak konie, koty. Chłopcy nie pogardzili również widokiem „strasznego domu” czy koparek – okazale prezentujących się na tle lasu.

Nauka stanowi po prostu efekt uboczny tej plenerowej rozrywki. Gdy dodamy, że wszystko dzieje się w ruchu i na świeżym powietrzu, to zbierzemy już prawdopodobnie dość argumentów, które skuszą niejedną rodzinę czy grono przyjaciół.

Chcesz przeczytać do końca?

Ten i setki innych artykułów są dostępne w subskrypcji.
Zdobądź dostęp do wszystkich treści, stań się częścią społeczności.
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze

KREDA SKLEP